Archiwa dla March, 2008

Nowa strona

Od dzisiaj moja strona ma nowy wygląd. Przesiadłem się na wordpressa.
Pooprzedni wygląd dalej mi się podoba, jeszcze raz dziękuje tandemowi Pako/Ixolite za jej projekt i obssługe ze wskazaniem na przyjazny interfejs. Zdecydowałem się zmienić wygląd, bo stary już nie pasował do tego, co pisze obecnie. Odżeglowałem od tematyki czysto miejskiej, pojawiły się teksty historyczne, w innych miasto przestało być silnym punktem odniesienia. Bloki, kaptury przestały mi pasować no i tyle. Nowa strona uderza w ton radosnej paranoii, który utrzyma się jeszcze trochę.
No i wordpress to jednak wygoda, będę mógł wklejac trailery do filmów o których piszę i gier na xboxa. Dziękuję Pawłowi z serwisu www.stephenking.pl za fantastyczną robotę, pozdro dla Łukasza Jaszaka (www.jaszak.net) za świetne zdjęcie.

napisałem wstęp do antologii “Pokój do wynajęcia”

Fragment wstępu autorstwa Łukasza Orbitowskiego.

Różnimy się od zwierząt tylko dwoma rzeczami: snujemy opowieści i palimy papierosy.

Niesamowitość zniknęła z naszego życia. Pomyślcie tylko – sto lat temu lasy zamieszkiwały złowrogie duchy, na rozstajach czyhał diabeł, czarownice psuły mleko, słowem, człowiek miał pewność, że w jego otoczeniu tkwi pewna demoniczność. Jak ćwiek i cień. Nie wyrwiesz. Dziś diabła z czarownicą wygnano, nasze domy są bezpieczne, na skrzyżowaniu jest co najwyżej czerwone światło. I tyle.

Niesamowitość zeszła więc do opowieści, siedzi tam mocno i nie pozwala się wygnać. Kumpel opowiadał, że siedział sobie w domu i nagle garnki pospadały z półek, bez widocznej przyczyny – okazało się potem, że sto kilometrów dalej umarł jego wujek czy ktoś. Mój wujek z kolei widział cień sunący przez korytarz, w dniu zgonu swojego ojca. I tak dalej. To pewno wszystko są duby smalone albo zdarzenia wynikłe z przypadku, ot, garnki spadły sobie akurat w tej szczególnej chwili. Ale przecież opowiadamy sobie te historie.

Przed Wami kilkanaście takich właśnie opowieści. Co cenniejsze, napisanych przez Polaków, którzy dotąd w horrorze zdziałali niewiele, ale jeśli już brali się za robotę, wychodziły rzeczy wspaniałe, żeby wymienić tylko prozę Stefana Grabińskiego, Lema z jego Śledztwem, ballady romantyków. Nie wolno też zapomnieć, że głównym bohaterem Dziadów

Mickiewicza, najważniejszego dramatu narodowego jest przecież zombie. Mimo tego, horror w Polsce właściwie nie istniał.

Dlaczego tak się stało? Możemy podziękować architektom Polski Ludowej i ich następcom, dokładając do długiej listy ich win i dziadostwa także wyrugowanie tego, jakże sympatycznego gatunku literackiego. Fantastyka zachodnia przecież się ukazywała – był Tolkien, Le Guin, pisarze iberoamerykańscy. Wydawano nawet opowieści niesamowite autorów rosyjskich, Edgar Allan Poe wyszedł w dwóch tomach, lecz najbardziej nowoczesnym pisarzem przetłumaczonym na polski, pozostawał Lovecraft, będący już klasykiem. Brakowało Stephena Kinga, Jamesa Herberta, Shirley Jackson i innych ludzi na czasie. Sama filozofia horroru, przyjmująca organiczną niesamowitość świata, kłóciła się z czerwoną jak krew filozofią – bo jak tu uprawiać materializm dialektyczny, skoro duchy jednak istnieją?

Czytaj dalej »

Z okazji Świąt i Wielkiego Postu…

…nigdy dosyć czytania Williama Blake’a.

The Little Vagabond

Dear mother, dear mother, the church is cold,
But the ale-house is healthy and pleasant and warm;
Besides I can tell where I am used well,
Such usage in Heaven will never do well.
 
 
But if at the church they would give us some ale,
And a pleasant fire our souls to regale,
We’d sing and we’d pray all the live-long day,
Nor ever once wish from the church to stray.
 
 
Then the parson might preach, and drink, and sing,
And we’d be as happy as birds in the spring;
And modest Dame Lurch, who is always at church,
Would not have bandy children, nor fasting, nor birch.
 
 
And God, like a father rejoicing to see
His children as pleasant and happy as he,
Would have no more quarrel with the Devil or the barrel,
But kiss him, and give him both drink and appar
 
 
 

Frykowska

Pan Bóg musi bardzo kochać Agnieszkę Frykowską. Sprawił, że urodziła się w Polsce, jedynym chyba kraju, w którym można zrobić karierę nawet wtedy, gdy się nie ma talentu do czegokolwiek. Gdzie indziej byłoby to kompletnie niemożliwe, nawet Paris czasem coś wypali, a przynajmniej nie trzyma z kryminalistami. Tymczasem Frytka – czy jak się teraz na nią mówi – do czegokolwiek się weźmie, koncertowo spartoli. I żeby jeszcze była to jakaś spektakularna klęska w stylu błaznów, którzy odpadają po eliminacjach w Idolu, a skąd – nuda, smęty, nijakość.

Dalszy ciąg na tej stronie: Pan Bóg kocha Agnieszkę Frykowską.

Dni Makabry w Warszawie.

Pomysł jest taki, żeby wyświetlać filmy, których nigdzie indziej nie ma. Oczywiście horrory. Impreza rozgrywa sie w kinie Luna, 28-30 marca, bieżącego roku i zapowiada się naprawdę smakowicie. także zapraszam. Do patronów dołączył ostatnio serwis Danse Macabre, najlepsza polska strona poświęcona horrorowi. Co też jest znakiem jakości. Szczegóły pod tym adresem.

Dwugłowa Amelia…

…czyli Urbi et Orbi w Paryżu.
Po wielu przebojach, związnaych z ginącymi aparatami, ładowarkami, zawałem maila i nadobecnością ruin w codzienności prezentuję relację z wyprawy do Paryża. Wycieczka ta stanowiła nieodzowny element zbierania materiałów do drugiego tomu Psa i Klechy “Tancerz”.