Archiwa dla April, 2008

Zapraszam na Constar

Zapraszam na konwent Constar, który odbędzie się w Krakowie, gdzieś pomiędzy manifestacjami, tradycyjne w szkole przy Lubomirskiego 21. To taki duży budynek w pobliżu dworca. Przyjść warto, zwłaszcza, że w Stolicy Kulturalnej Polski padły już dwa konwenty. I tak.

-Spróbuję wykazać że serial killers też mają poczucie humoru (czwartek, 17.00)

-Wraz z Jarkiem Urbaniukiem opowiem o tym jak kłamać w sposób zawodowy, oraz wspólnie przybliżymy drugą cześć „Psa i Klechy”, którą Jarek właśnie poprawia. (piątek, 17.00)

-Z niepojętych przyczyn opowiem też o knajpach, zamiast siedzieć w jednej z nich wraz z czytelnikami (piątek, 20.00).

Głosy mówią również o hucznej bibie pożegnalnej w Loch Nessie, wieczór sobotni. Zapraszam wraz z organizatorami do wspólnej zabawy.

Drugi fragment “Prezesa i Kreski”

Kawa dla wiosny

Wszystkie kłopoty zaczynają się podobnie, pomyślał Prezes, a jeśli nawet inaczej, to nieuchronnie wiodą do tego samego. Rozważał więc, czym jest problem, czemu nawet koty nie są od niego wolne, a Kreska w tym czasie przepychała imbryk na sam skraj kuchenki gazowej. Wewnątrz chlupotała kawa.

– Hej! – zamiauczał Prezes. – Jak tam na górze? W porządku?

Kreska nie odpowiedziała, pchała dalej, aż część podstawy imbryka znalazła się poza brzegiem kuchenki. Wystarczyłoby jedno małe pchnięcie albo zwykły przeciąg i imbryk spadłby na wykładzinę. Kreska znieruchomiała w samozadowoleniu.

– Co to będzie? – zapytał Prezes.

– Robię pułapkę na wiosnę – wyznała Kreska – kiedy się zjawi, zrzucę jej imbryk na głowę.

– A skąd wniosek, że wiosna zjawi się akurat w kuchni? Może wejść na przykład przez balkon albo wentylację.

– Przez balkon nie, bo jest tam siatka na wiosnę – odparła Kreska z namysłem. – Powiedz mi, co wiesz o wiośnie? Bo ja niewiele, poza tym, że jest ciepła. Co o tym sądzisz?

– Wiosna jest zielona, ciepła i pięknie pachnie – oznajmił Prezes i chciał dodać, że wcale nie powinno zrzucać się jej imbryków na głowę. Kreska weszła mu w słowo.

– Ciepła! Rozumiesz? – miauczała, przejęta własną przenikliwością. – Wiosna przyjdzie do nas z piekarnika, bo tam jest najgoręcej.

Prezes przesłał jej prawdziwie koci uśmiech. Koty często się uśmiechają, ale robią to tylko wówczas, gdy ludzi nie ma w pobliżu.

– A dlaczego chcesz upolować wiosnę? Nigdy nikomu nie zrobiła nic złego.

Wystarczyło spojrzeć w przepełnione strachem oczy Kreski, by dowiedzieć się wszystkiego.

– Możemy otworzyć piekarnik i wtedy zobaczysz, że nie ma w nim żadnej wiosny. Nie masz czego się obawiać – powiedział i nie czekając na odpowiedź, zawisnął na uchwycie, a że sam nie dał rady, Kreska przyszła z pomocą. Koty szarpały solidarnie i nawet zręcznie, aż piekarnik stanął otworem.

– A nie mówiłam! – triumfowała Kreska, aż ogon się jej wyprężył. Prezes postawił uszy. Nie dowierzał własnym oczom, bo w piekarniku, już wystudzonym, znajdowało się coś wielkiego, mięsnego i pysznego – przykrytego szkłem, które można było strącić, i owiniętego w folię, którą można było rozedrzeć i rozwłóczyć po kuchni.

Prezes popatrzył na Kreskę z uznaniem. Pokiwał głową. Bez słowa – bo co tu jeszcze mówić – koty weszły do piekarnika i jadły tak długo, aż zjadły całą wiosnę.

Fragment książki “Prezes i Kreska. Jak koty tłumaczą sobie świat”

Gdzie jest nadzieja?

Minął równo tydzień, odkąd Kreska położyła się na fotelu. Ruszała się tylko do miseczki, dwa razy dziennie, odwiedzała też kuwetę, wieczorkiem, bo wstydziła się przed słońcem. Nie tarzała się już wśród butów, nie lizała plecaka ani nie próbowała czmychnąć przed własnym cieniem. Aż nagle, leniwie – bo było lato – zaczęła gmerać i szperać. Patrzyła do szaf, jeśli zastała je otwarte, wsadzała nos do śmieci i rozgrzebywała żwirek. Przy tym ostatnim zastał ją Prezes.

– Czego szukasz? – zapytał.

Zaskoczona, aż podskoczyła.

– Nadziei! Straciłam ją i nie wiem, gdzie jest!

– Ale czemu szukasz w żwirku? – Prezes miauknął z przekąsem. Kreska zaś posmutniała, bo z takich rzeczy nie wolno się śmiać.

– To gdzie mam szukać? – Popatrzyła poważnie.

– Pytanie brzmi nie gdzie, ale czy chcesz ją znaleźć – mruknął. – Nadzieja jest w pudełku i znam do niej drogę. Musisz jednak wiedzieć, że to pudełko ma swoją historię. Kiedyś były w nim wszystkie nieszczęścia, których boją się koty: zimno, samotność, głód i psy. Pudełko było zamknięte, aż pewna ciekawska kotka otworzyła je i wypuściła wszystkie te okropności na zewnątrz.

Kreska sapnęła z przejęcia, a Prezes mówił dalej.

– Kotka, przerażona, zamknęła pudełko, zostawiając w nim jeszcze jedno nieszczęście. Nadzieję właśnie. Myślimy, że to skarb, ale jest dokładnie odwrotnie. Czekamy na szanse i cele, ale gdy otworzymy pudełko, zrozumiemy, że zostaliśmy oszukani. Naprawdę chcesz znaleźć nadzieję?

Kreska rozmruczała się z zamyślenia.

– Tak, chcę.

Więc Prezes zabrał ja przez tajemne drzwi, po tajemnych schodach do tajemnego pokoju, gdzie stało pudełko.

– Nie wejdę tutaj – rzekł Prezes.

Kreska zniknęła wewnątrz i długo jej nie było. Prezes słyszał tylko, jak przegryza sznurek, sapie i wzdycha. Wreszcie, wróciła.

– I co znalazłaś? – Chciał wiedzieć.

– Chyba się pomyliłeś, Prezesie. Nie było tam nic strasznego, tylko maleńki kotek, trochę podobny do mnie. Może to ten sam, który otworzył je jako pierwszy? Patrzył na mnie i był szczęśliwy.

Prezes wyraźnie się stropił, bo nie lubił nie mieć racji.

– No dobrze. To gdzie teraz jest ten kotek? Czemu nie zabrałaś go ze sobą?

Przycupnęła.

– Bo widzisz, Prezesie, on ma tam całkiem dobrze. Miseczka jest pełna i może śnić o głaskaniu. Więc pomyślałam sobie, że jak go zabiorę, to ktoś inny, kto też szuka nadziei, może być bardzo rozczarowany, jeśli znajdzie puste pudełko. Ten mały kotek… – zastanowiła się – ktoś może go potrzebować bardziej ode mnie.

Calvaire

Niektóre filmy są zwyczajnymi opowieściami. Gnieżdżą się w nas, zostawiają osad ludzkich gestów, zdarzeń, mapę emocji i pozwalają się zapomnieć. To przejaw niemocy lub altruizmu z ich strony – czynią w ten sposób miejsce swoich kolegów w naszych sercach. Czasem jednak zdarza się film nieustępliwy, film jak trąd, konanie najbliższych. Nie pójdą bo chcą w nas zostać. Ich życie jest życiem robaka wpiętego w mózg, żywiącego się nami. Pompują w krwioobieg własne emocje i myśli.

Horror, jak każdy staruszek, ma swoje przyzwyczajenia. Weźmy coś takiego – jest sobie facet, całkiem zwyczajny, który jedzie sobie samochodem w brzydką pogodę. Auto niespodziewanie wysiada w szczerym lesie czy polu, czyli miejscu co najmniej nieodpowiednim i nie chce ruszyć za jasną cholerę. Zaraz pojawia się wariat ze swoją historią, znika, by pojawić się potem jak refren. Nasz facet szuka schronienia i zaraz je znajduje, w samotnym domu, a przemiły z początku gospodarz okazuje się psychopatą. Okoliczne wzgórza, lasy albo moczary zamieszkuje grupa niebezpiecznych mutantów, z którymi gospodarz pozostaje w chwiejnej relacji, a kiedy nasz facet pojmuje co jest grane, czeka go droga przez mękę. Czasem, ta droga jest Kalwarią. (…)

reszta w najnowszym, majowym numerze Nowej Fantastyki.

Poniżej, zamiast trailera fragment filmu. Jak twierdził kolega Urbaniuk, pociotek “Umarłej klasy” Kantora, niemniej zrobiło mi się zimno i dziwnie, być może, czasem świat taki jest.

Kalwaria (Calvaire), reż. Fabrice du Welz, Obsada: Laurent Lucas, Jackie Berroyer, Belgia, Francja, Luksemburg 2004

Pies i klecha t. II “Tancerz” napisany.

No i stało się. Właśnie napisałem ostatnie słowa „Tancerza” czyli drugiego tomu Psa i Klechy. Książka oczywiście nie jest jeszcze gotowa i zaczął się etap zwany „wielkim przysiąściem”, czyli czytaniem, wyłapywaniem błędów prawdziwych i urojonych, sięganiem sobie do maci i zachwycaniem się własną urojoną bądź nie, kreatywnością.

Na gorąco, podoba mi się ta książka, stosunek do własnej pracy mam niejednorodny, ale wydaje mi się, że nie mogliśmy lepiej wykorzystać postaci, pomysłu i doświadczenia, którego nabraliśmy przy pisaniu „Przeciwko wszystkim”. Czuję się też dość dziwnie, jakbym wrócił z rocznej podróży i zastanawiał się, jak tu sobie znaleźć miejsce. Jeszcze trzeba się rozpakować, poukładać wszystko, wtedy wraca się naprawdę. Ale przecież ten rok upłynął pod znakiem Gila i Enki, wiosną 2007 byliśmy gdzieś w środku pierwszej powieści, ta się ukazała, powstała jeszcze nowelka „Głodomór”. „Tancerz” powinien ukazać się jeszcze w tym roku. A teraz nastąpi przerwa od cyklu, przynajmniej na kilka miesięcy.

Wracam do pisania własnych tekstów, z którymi przez ostatnie pół roku było bardzo krucho – powstał list miłosny do antologii Prószyńskiego, opowiadanie do Nowej Fantastyki i dla Playboya. To nie dużo, zwłaszcza, że teksty nie są długie i muszę nadrobić ten czas. Niepisanie to nie nic nie robienie, mam około dziesięciu pomysłów, co powinno zaowocować przynajmniej czterema, pięcioma opowiadaniami. I nimi zajmę się przez najbliższe kilka miesięcy.

Zapowiedź “Prezesa i Kreski”

Skoro wydawnictwo Powergraph już rozsyła wici to potwierdzam. W maju ukaże się moja nowa książka w tej oficynie: „Prezes i Kreska. Jak koty tłumaczą sobie świat”. Jeśli ktoś, kto zna cokolwiek, co napisałem wcześniej sięgnie po tę książeczkę i poczuje się zdziwiony, powinien mieć świadomość, że to zdziwienie nie jest tylko jego, ale i moim udziałem.

Nigdy nie przypuszczałem, że zacznę pisać te bajki a tym bardziej nie widziałem ich między okładkami. Napisałem kilka książek, kilkadziesiąt opowiadań i nagle pojąłem, że każde słowo, które piszę ma już przeznaczone miejsce, w którym zostanie wydrukowane wraz z kolegami; i swoją cenę, którą zgarnę w jego imieniu. Zaczęło mi brakować intensywności, z której zrodziło się pisanie, snucia opowieści tak dla niej samej, dla ludzi, którzy ją wysłuchają. Historii, która nie została opłacona. Dowiedziałem się, że będę ojcem. Teraz, Julek ma prawie rok. Popatrzyłem na moje koty, Prezesa i Kreskę, jak leżą obok siebie i cały świat stanął nagi przede mną. Co tydzień, w niedzielę, szedłem do knajpy i ręcznie pisałem jedną opowieść, następnie wklepywałem w kompa i wrzucałem na bloga.

W zamierzeniu, miały to być bajki dla dzieci, lecz na zamierzeniu się skończyło: Prezes i Kreska, wbrew dzieciom, okazały się bardziej dorosłymi kotami niż mi się wydawało. Nie powtórzę przeprosin Saint-Exuperego, to koty powinny przepraszać, choć zwykle leżą i mruczą, na nic innego nie mając ochoty.  Być może są dorosłe i dziecinne zarazem.

A książka wyszła tak, że wypłynęła oferta wydawnicza od ludzi, z którymi łączy mnie serdeczność. Ilustracje  zrobił mój ojciec, całość zadedykowałem synkowi – więc przyjazny klimat, w którym te teksty się zrodziły, mam nadzieję, pozostał.

Laudacja dla Pudziana

Polska rozpaczliwie potrzebuje bohaterów, wszelkiej maści Ordonów, Kordianów, Kolumbów i tym podobnych. W czasach pokoju bycie bohaterem jest utrudnione, na szczęście była komuna i strajki, a teraz każde skonsolidowane środowisko (od Frondy po Le Madame) ma swych herosów i męczenników.

Glebą dla bohaterów jest oczywiście sport. Jałowa to ziemia dla Polaków. Narodowa radość, czyli piłka kopana, leży i kwiczy, by raz na jakiś czas poderwać się do lotu i zaraz runąć jak wróbel z zawałem serca. Trudno zrozumieć przyczyny tej niemocy krępujące czterdziestomilionowy naród, gdzie mecze są świętem, a piłkę kopie każde dziecko. Bohaterem idealnym wydawał się Andrzej Gołota, boks jest bowiem popularny, a nasz mistrz lał wszystkich jak złoto. Niestety wszyscy wiemy, jak wyszło, i teraz można tylko dywagować, czy boks według Gołoty to zwiewanie z ringu i bicie po jajach, czy nasz bokser jako rozsądny facet zamiast płynąć pod prąd ruszył szerokim kanałem korupcji.

Reszta tutaj.

Poplit

Mam miły obowiązek zaprosić na spotkanie ze mną, Dawidem Kainem i Kazimierzem Kyrczem Jr na spotkanie w Krakowie, w środę, 16-go kwietnia. Rzecz odbywa się w ramach festiwalu PopLit, miejsce: Kraków, Cafe Szafe, Felicjanek 10, g. 20.00. Organizator na swojej stronie zapowiada serdeczną atmosferę artystyczną, więc musimy z kolegami sprostać.

[Rec]

RecTen film nie jest oryginalny w żadnym calu, ani tematycznie, ani formalnie. Rzeczy kręcone w formie dokumentu (mocumentary) to już klaskik odkąd zrobiono „Cannibal Holocaust” a historii o tym, że ludzie, pod wpływem nowego wirusa zmieniają się w wściekłe bestie też było trochę. Szlag, nieważne, „Rec” jest mocny i piekielnie intensywny, mamy dziennikarkę, przypadkowych ludzi w odciętej przez policję kamienicy, obłęd i mord przenoszony przez ślinę. Żarty się skończyły, a rzecz jest zadziwiająca – właściwie od początku wiadomo, jak film się zakończy, można nawet wyliczyć, kto zginie pierwszy, a kto czwarty. Rzecz w intensywności i sile, „Rec” zgadza się z konwencją horroru, wyciągając z niej najmroczniejsze strachy. W Hiszpanii ten film był hitem, mam nadzieję, że nasi dystrybutorzy w swoim własnym interesie, ściągną go do Polski.

[Rec], scenariusz i reżyseria: Jaume Balagueró , Paco Plaza, wyst: Manuela Velasco, Ferrán Terraza, Hiszpania 2007

Urbaniuk o “Tancerzu”

“W tej książce chcemy nawiązać do Mickiewicza i romantyków. Pokazać, że horror wziął się właśnie z tych czasów i że ci kolesie o których uczono nas w szkołach nie byli żadnymi nudnymi patriotami, ale rozrywanymi przez demony, cierpiącymi ludźmi, mającymi kontakt z takimi stanami i duchami, o których nawet nam się nie śniło.”

Rozmowa ze mną i Jarkiem w najnowszym, piątym numerze “Czachopisma”. Od siebie dodam, że prace nad “Tancerzem” właśnie, drugim tomem Psa i Klechy są na ukończeniu.

Next Page »