Fragment książki „Prezes i Kreska. Jak koty tłumaczą sobie świat”

Gdzie jest nadzieja?

Minął równo tydzień, odkąd Kreska położyła się na fotelu. Ruszała się tylko do miseczki, dwa razy dziennie, odwiedzała też kuwetę, wieczorkiem, bo wstydziła się przed słońcem. Nie tarzała się już wśród butów, nie lizała plecaka ani nie próbowała czmychnąć przed własnym cieniem. Aż nagle, leniwie – bo było lato – zaczęła gmerać i szperać. Patrzyła do szaf, jeśli zastała je otwarte, wsadzała nos do śmieci i rozgrzebywała żwirek. Przy tym ostatnim zastał ją Prezes.

– Czego szukasz? – zapytał.

Zaskoczona, aż podskoczyła.

– Nadziei! Straciłam ją i nie wiem, gdzie jest!

– Ale czemu szukasz w żwirku? – Prezes miauknął z przekąsem. Kreska zaś posmutniała, bo z takich rzeczy nie wolno się śmiać.

– To gdzie mam szukać? – Popatrzyła poważnie.

– Pytanie brzmi nie gdzie, ale czy chcesz ją znaleźć – mruknął. – Nadzieja jest w pudełku i znam do niej drogę. Musisz jednak wiedzieć, że to pudełko ma swoją historię. Kiedyś były w nim wszystkie nieszczęścia, których boją się koty: zimno, samotność, głód i psy. Pudełko było zamknięte, aż pewna ciekawska kotka otworzyła je i wypuściła wszystkie te okropności na zewnątrz.

Kreska sapnęła z przejęcia, a Prezes mówił dalej.

– Kotka, przerażona, zamknęła pudełko, zostawiając w nim jeszcze jedno nieszczęście. Nadzieję właśnie. Myślimy, że to skarb, ale jest dokładnie odwrotnie. Czekamy na szanse i cele, ale gdy otworzymy pudełko, zrozumiemy, że zostaliśmy oszukani. Naprawdę chcesz znaleźć nadzieję?

Kreska rozmruczała się z zamyślenia.

– Tak, chcę.

Więc Prezes zabrał ja przez tajemne drzwi, po tajemnych schodach do tajemnego pokoju, gdzie stało pudełko.

– Nie wejdę tutaj – rzekł Prezes.

Kreska zniknęła wewnątrz i długo jej nie było. Prezes słyszał tylko, jak przegryza sznurek, sapie i wzdycha. Wreszcie, wróciła.

– I co znalazłaś? – Chciał wiedzieć.

– Chyba się pomyliłeś, Prezesie. Nie było tam nic strasznego, tylko maleńki kotek, trochę podobny do mnie. Może to ten sam, który otworzył je jako pierwszy? Patrzył na mnie i był szczęśliwy.

Prezes wyraźnie się stropił, bo nie lubił nie mieć racji.

– No dobrze. To gdzie teraz jest ten kotek? Czemu nie zabrałaś go ze sobą?

Przycupnęła.

– Bo widzisz, Prezesie, on ma tam całkiem dobrze. Miseczka jest pełna i może śnić o głaskaniu. Więc pomyślałam sobie, że jak go zabiorę, to ktoś inny, kto też szuka nadziei, może być bardzo rozczarowany, jeśli znajdzie puste pudełko. Ten mały kotek… – zastanowiła się – ktoś może go potrzebować bardziej ode mnie.