Dolina cieni

Posted on 29 maja 2008

Filmy dzielą się na te z jednym dnem, podwójnym, lub bezdennie głupie – choć instytucja „konstrukcji szkatułkowej” pozwala sądzić, że istnieje dno wielokrotne. Zastanawiam się o cóż chodzi z tym drugim dnem i dojść nie mogę. Być może scenariusz musi zawierać refreny słowne w rodzaju Boga, egzystencji lub rozpaczy, albo też drugie dno stanowi synonim niezrozumiałości, dzięki czemu nikt jeszcze nie wyrwał kamery Dawidowi Lynchowi. Wydaje mi się, że drugie dno jest słowem-wytrychem, nadającym dowolnej bzdurze pozór sensowności, stąd Dolina cieni tegoż dna jest pozbawiona.

Pamiętam, jak oglądaliśmy ten film w jakimś imprezowym klinczu: ludzie siedzieli nawet na suficie, tonęli w fotelach, północ dociskała powieki i puściłem cokolwiek, by leciało sobie w tle: wojna jakaś była, a potem duchy w okopie. Słowa gasły powoli i nagle zobaczyłem twarze przyjaciół, kumpli, posrebrzone ekranem, milczące i wpatrzone co tam się wyprawia. Aż film się skończył. Nie skończyła się jednak cisza.

(…)

Reszta w czerwcowej Nowej Fantastyce

 [ytorbit]cFMWsjsohys[/ytorbit]