Wywiad w Katedrze
K: Twoje teksty potrafią wzbudzić silne emocje. Osobiście największe wrażenie wywierają na mnie, gdy w otaczającym świecie zmieniasz jeden niewielki element lub wprowadzasz szokującą scenę (np. właśnie ten fragment z „Tracę ciepło” z dziećmi rzucającymi psu petardę). Czy to jest Twoja recepta na „ruszenie” czytelnika?
ŁO: Skłamałbym, gdybym powiedział, że nie. Mnie zależy na silnych emocjach, samemu mi towarzyszą podczas pisania, więc miło, gdy ktoś się na mnie oburza, wzrusza się lub czuje niepokój. Scena z psem jest szczególna, nie jesteś pierwszym, który mi ją wypomniał. To takie zagranie definiujące poniekąd książkę, transparent z informacją, ej, kolego, koleżanko, lekko nie będzie. Zabawne jest co innego, otóż emocje czytelnika w tym wypadku nie są moimi, ja świetnie bawię się, wymyślając, pisując takie sceny. Odnośnie litrów krwi, to literatura zawsze przegra z kinem, bo w filmie krew jest czerwona i naprawdę chlapie, książka działa inaczej, na poziomie sceny, zdystansowania się lub przybliżenia języka.
K: Można powiedzieć, że przypięła się do Ciebie łatka twórcy horrorów, ale niektóre z Twoich najnowszych tekstów odchodzą daleko od grozy. Znudziła Ci się ta konwencja, czy też chcesz spróbować sił na innym polu?
ŁO: Dorastałem do takich tematów, do takiego pisania jak w ostatnich tekstach. Myślałem o tym dużo wcześniej, niż się odważyłem. Ale rzecz najważniejsza, nie kombinuję. Pisanie w kraju, gdzie nikt nie czyta jest czymś szalonym, więc głupstwem byłoby jeszcze bawić się w koniunkturę. Piszę o tym, o czym chcę, co chwyci za flaki, co nie chce wyjść z głowy, prędzej czy później przenosi się do kompa. Mam swoje nawyki, swoją estetykę, ale jutro mogę napisać ci powieść głównonurtową albo zwykłe fantasy, naprawdę nie wiem, bo to jest za mną. Czasem czuję się jak medium, przez które mówią duchy. Pewne rzeczy zwyczajnie się zjawiają. Jeziora się zjawiły. Popiel do mnie przyszedł. I tak dalej. Problem w tym, że tekstów jest coraz więcej, więcej, a nie chcę się powtarzać, zależy mi, żeby każde opowiadanie było odmienne od poprzednich, książka od książki – totalnie inna. To trudne, jeśli piszesz obsesjami, więc czasem kombinujesz na poziomie zmiany konwencji (odejście od horroru) lub scenografii, z tego powodu odwiedziłem Polskę Ludową, sam, oraz z Jarkiem, w towarzystwie psa i klechy. To kombinowanie czasem jest trudne, bo chcę swoją robotę robić coraz lepiej, a przecież talentu mi nie przybywa.





Polskie demony schyłku lat 80.