Jubot

Zastanawiam się nad sensem istnienia konwentów, poza tym oczywistym – jest na ich, ogólnie rzecz biorąc, miło, co nie czyni jednak tych imprez niczym wyjątkowym. Z punktu widzenia autora, wartość polega głównie na spotkaniu z czytelnikami najwierniejszymi z wiernych, którzy z miłości, ciekawości lub hejta ruszyli na spotkanie z pisarzyną, blokując go w sali na godzinę lub dwie. Na sprzedaż nie ma to żadnego przełożenia, najwyżej publicity można sobie popsuć. Z pewną nutką nostalgii przysłuchuję się opowieściom fandomowych sierżantów sierżantów tym, jak to było wspaniale w latach osiemdziesiątych, kiedy to o ksiażakch dyskutowano do świtu i to z determinacją godną obrońców Stalingradu. Ale nie chcemy, żeby te czasy wróciły, prawda? Dziś dyskusje literackie przeniosły się do netu, konwenty mają sens głównie w oczach graczy, zdychają też pomalutku. W Krakowie nie ma ani jednego i trzeba będzie coś z tym zrobić.

Póki co, o tym co jest i bardzo dobrze, że jest. Zapraszam wszystkich na UBOT w pięknym mieście Łodzi, już w nadchodzący weekend. Będzie tam też NURSocon, na którym przyznają Nagrodę Nautilus, do której nominowano Jarka i mnie za „Pies i Klecha. Przeciwko wszystkim”. Także zapraszam serdecznie na panele, spotkania, pogaduszki przy bronku i inne różnorodne atrakcje, do których dojdzie, jeśli nie zabije mnie clubbing.

Program tutaj