Kącik przenajświętszy

Ludzie już tak mają, że schodzą się i rozchodzą – im zejście jest trwalsze, tym rozpad bardziej widowiskowy: fruwają garnki, rodzice i ciotki wydzwaniają, jakby właśnie zaczynał się koniec świata, zaś dzieci dzielone są na czworo. Wychodzi też, że partner nie miał właściwie jednej dobrej cechy, za to złych mnóstwo, od żałoby za paznokciem, aż po ten dziwny rodzaj wrażliwości, którą wyróżniali się SS-mani. W takich zdarzeniach międzyludzkich widzę ogromne piękno zbudowane na pewności, że jesteśmy sobie równi, bowiem profesorowie i kucharki, artyści oraz hycle skaczą sobie do gardeł z równą zaciekłością.

Powody rozpadu również są podobne i zaskakujące w swej banalności. Facet może szlajać się po ubłocone uszy, nocować w burdelach, na śniadania pić dyktę i czcić szatana w piwnicy, będzie mu wybaczone, mało tego, partnerka stanie na uszach i częściach intymnych, by tego nie widzieć. Odwrotnie jest tak samo, rozumna ślepota drugiej strony odpuści kobiecie wybryki najstraszliwsze. Zarzewiem rozpadu związku są nieodmiennie rzeczy drobne i ta sama dziewczyna, która wybaczyła partnerowi alkoholizm oraz dziwki, praśnie nim w cholerę na widok garów nie umytych dziesiąty raz z rzędu, skarpetek ciśniętych na środek pokoju i zbrodni uber alles: obsikanej deski klozetowej. Prowadzi to do zaskakującej tezy, że porządek moralny jest drugorzędny w stosunku do porządku zwykłego, ze wskazaniem na czystą toaletę.

reszta jak zwykle w kafeterii.