Duchovny

Niedawno Dawid Duchovny znalazł się w centrum uwagi brukowców i portali plotkarskich, a to ze względu na kłopoty ze swym życiem erotycznym. Mianowicie, chłopa rozsadzało jak nastolatka, zdradzał żonę na prawo i lewo, a następnie trafił do kliniki odwykowej. Kuracja wyszła średnio – niedawno gwiazdora przyuważono, gdy kupował całą serię pornoli, rzekomo dla siebie i małżonki. Z facetem musi rzeczywiście być coś nie w porządku, skoro po długiej abstynencji potrzebuje tego rodzaju podniet, żeby zbliżyć się do własnej ślubnej. Na domiar złego Tea Leoni zechciała mu odpłacić za wszystkie zdrady i sama nawiązała romans, co komentowano publicznie (życzliwie dla niej). Wreszcie kobieta wzięła odwet, Duchovny zaś zbiera cięgi, choćby na Pudelku.

Lubię ten portal i nie wyobrażam sobie dnia bez niego, ale tym razem redaktorzy nie mają racji. Duchovny wydaje się bowiem jedną z najjaśniejszych figur Hollywoodu i to w podwójny sposób: jako człowiek i jako postacie, które grywa. Choć w paru przypadkach trudno znaleźć różnicę. Oczywiście pozytywny wizerunek Duchovnego wynika po części z dekadenckiego, przepełnionego rozpustą i wszelkiej maści używkami tła Hollywood.

Są przykłady jaśniejsze. Taki Ron Perlman, ustrzeliwszy kolejnego demona przed kamerą Del Toro, wraca sobie do żony, tej samej od lat kilkudziesięciu. Nie piszę jednak o bohaterach, lecz ludziach zwykłych, czyli złożonych z ułomności. W odróżnieniu od większości kolegów z branży filmowy agent Mulder nigdy nie miał większych problemów z narkotykami i alkoholem (czyli dawał w palnik jak każdy, bez przesadzania), nie wplątał się w żadne śliskie afery jak Jeffrey Jones (ostatnio grał dziennikarza w serialu Deadwood), któremu oskarżenie o pedofilię złamało karierę, nawet nie tnie na podatkach jak Wesley Snipes. A jeśli tnie, to robi to mądrzej, bo nie jest chciwy. Zwyczajnie straszliwie lubi seks, a nowe partnerki działają nań stymulująco.

ciąg dalszy na o2.pl