Pogadajmy o seksie

Posted on 3 grudnia 2008

Życie we dwoje jest koszmarem i męczarnią, niemniej ludzie ku niemu dążą. Na pierwszy rzut oka wydaje się to ciut dziwne, bowiem wszelkie zewnętrzne powody ku „byciu razem” znikły. Kobiety nie są już zależne od męskiego wsparcia, facet nie musi już wracać z polowania, przynosząc świeże mięso, albo plik dolarów. Z kolei rozluźnienie obyczajowe sprawia, że można związać się ze sobą na tydzień lub kwadrans, tworzyć trójkąty, wielokąty, bawić się w erotyczną geometrię, innymi słowy, model we dwoje nie jest jedynym czy nawet najatrakcyjniejszym rozwiązaniem. Jednak takie związki trwają, są niekiedy nawet szczęśliwe – mimo swej koszmarności – wszystko wskazuje więc na to, że ludzie ukochali cyfrę „dwa” i cześć.

Problem leży w zaufaniu, które w naszych czasach jest towarem deficytowym i należy nim rozsądnie rozporządzać. Nie mówię nawet o oddaniu totalnym i całkowitym, lecz koniecznej praktyce. Takie zwyczajne, codzienne zaufanie polega przecież na tym, że, na przykład, z niewiadomych przyczyn kobieta wierzy, że jej chłop wyniesie te pieprzone śmieci, nawet jeśli nie zostanie o to poproszony, a udawszy się do knajpy wróci mniej więcej tak jak mówił i to bez damskiego towarzystwa. Nawet zdrada opiera się na zaufaniu, konkretnie, należy w sposób bezwzględnie okrutny określić jego ramy, korytarze labiryntu zawierzenia i poruszać się tak by ich nie zburzyć. Kochankowi zaś należy ufać w sposób bezwzględny. (Na moje oko, taka paskudna persona musi przewyższać stałego partnera w dyskrecji, inteligencji i wyczuciu – paradoksalnie, są to cechy, które często czynią seksualnego partnera nieatrakcyjnym.)

Ciąg dalszy w Kafeterii