Więcej światła

Posted on 4 lutego 2009

Nowy „Pies i Klecha” w Science Fiction Fantasy&Horror

Cała Polska płakała tej wiosny.  Z nieba lały się rzęsiste strugi, zmieniając chodniki na Prądniku Białym w płytkie strumienie; nieliczni przechodnie mieli twarze mokre niczym od łez. W dalekiej Warszawie płakał generał Jaruzelski, rozumiejąc coraz lepiej nieodwołalność przemian, płakali Rakowski z Kiszczakiem, lamentując nad brakiem lojalności partyjnych dołów, a twarze biskupów i opozycjonistów spływały łzami szczęścia. Po domach chlipały dzieci, przejęte, że popołudnie na placu zabaw zostało im bezpowrotnie odjęte, rozpaczali menele, przegonieni z ogródków działkowych, nawet psy wyglądały na smutne, a mokre koty kryły się po bramach. Święty Tomasz, wiszący w mieszkaniu księdza doktora Andrzeja Gila, również zalewał się łzami. Trudno określić, nad czym lamentował – być może szło o Polskę, ten pijany kikut, krwawiący między dwiema epokami, być może o całe społeczeństwo, bezradne i zagubione, któremu odebrano wszystko z nadzieją włącznie, a być może znów Tomasz przewidywał swój niewesoły koniec, lancę i miecz na drodze ku męczeństwu. Najpewniej jednak płakał nad księdzem Andrzejem Gilem, samemu płaczu bliskim.

Gil stał naprzeciw świętego Tomasza w progu swojego pokoju. Właściwe próbował stać, balansując na progu, przez który przelewała się woda. Kałuża, na oko kilkucentymetrowej głębokości, rozlewała się po całej podłodze, dywan pociemniał, całe potoki spływały po ścianach, tynk na suficie się pomarszczył i wybrzuszył, łączenia wielkiej płyty stały się widoczne. Ciekło po obrazach i regałach, po grzbietach książek, kapało też na samego księdza doktora, a nowa, spływająca z góry fala zmierzała właśnie w stronę bezbronnego komputera mazovia. Gil ruszył.

Nim dotarł do komputera, miał przemoczone buty i spodnie wilgotne po kolana, chciał odrzucić torbę podróżną, lecz w ostatniej chwili się powstrzymał – brakło suchego miejsca, gdzie mógłby ją postawić. Woda nadciągała nieubłaganie, ksiądz doktor rzucił się do przodu,  zerwał płaszcz z grzbietu i zakrył monitor, pod  którym stała jednostka centralna. Ocalony! Gil odetchnął, już spokojniej podciągnął drugi rękaw, osłonił starannie komputer i postawił torbę na biurku. W łysiejącą czaszkę księdza doktora uderzyła tłusta kropla. Za nią następna, pac, pac, rozpryskiwały się na głowie i z każdą kolejną w Andrzeju Gilu narastało zupełnie niechrześcijańskie wkurwienie.

czytaj więcej