Dwa razy „Pies i Klecha”

Posted on 3 marca 2009

Na www.carpenoctem.pl

O „Przeciwko wszystkim”:

Tym razem mamy do czyniena z czymś na kształt okultystycznego spisku. Kiedy bohaterowie trafiają do PRL-owskiego szpitala psychiatrycznego (w którym oprócz „zwyczajnych” pensjonariuszy można spotkać dawnych partyjnych towarzyszy, którzy zostali odsunięci od polityki), okazuje się że Orbitowski i Urbaniuk pokazują nam koszmar, będący z jednej strony kwintesencją chorego systemu ówczesnej służby zdrowia, z drugiej zaś okultystyczną makabreską ze starym marksistą w roki naczelnego ezoteryka. Mimo że niekiedy wizja ta wydaje się niemal absurdalna, to przy opisywanym przez dwójkę autorów Szpitalu Przemienienia Pańskiego, schulzowskie Sanatorium Pod Klepsydrą jest jedynie cieniem minionej grozy. Kiedy Enka i Gil zostają sami i kontynują śledztwo, w pewnym momencie pojawiają się podczas lektury niepokojące dreszcze. Później pojawiają się jeszcze wielokrotnie.
Drugi wątek, który śladem tajemniczej Królowej prowadzi śledztwo do Warszawy, sprawia, że przez podejrzane meliny Pragi, bohaterowie docierają na ulicę Wiejską. Absurdalny pomysł wejścia do hotelu sejmowego na „zdjęcie z Wałęsą” (naturalnej wielkości kartonowy Wałęsa okazał się wystarczający), to jeden z najdowcipniejszych pomysłów z jakimi się spotkałem. Okultyści dążący do władzy i pragnący w zamian za „rząd dusz” oddać swój kraj we władanie złych sił, to pomysł, którego nie powstydziliby się amerykańscy specjaliści od spiskowych teorii.
Jak przystało na powieść grozy mamy tu obowiązkowo zakończenie z tzw. fajerwerkami. Bohaterowie są poturbowani, ale wygrali… Czy aby napewno? Jednym z głównych atutów powieści Orbitowskiego i Urbaniuka jest niepokój, który nie mija po zakończeniu całej historii. Nie ma jednoznacznych odpowiedzi i jednostronnych zwycięstw. Największą wygraną bohaterów jest fakt, że przeżyli. 

całość

I o „Tancerzu”:

Zazwyczaj, gdy pojawia się zapowiedź kolejnej części jakiegoś cyklu, drżę z niepewności o to, czy nowość będzie godna swej poprzedniczki. Pomimo, że nie pochłaniam zbyt wielu rozbitych na tomy książek, to akurat miewałem tyle szczęścia, iż rzadko czułem się rozczarowany. Zazwyczaj autorzy okazywali się sprawnymi rzemieślnikami i dzięki temu dostawałem kolejne tomy tak dobre jakościowo, jak wcześniejsze lub niewiele od nich słabsze. Zdaje sobie sprawę, że dookoła krąży wiele cykli, trylogii, sag itd., które nie wpisują się w ten kanon, niemniej druga część przygód Psa i Klechy to kontynuacja udana. W moje ocenie jest nawet lepsza niż „Przeciwko wszystkim”.
„Tancerz” urzekł mnie przede wszystkim samą tematyką. Fabuła osnuta jest dookoła ostatniego tekstu, jaki w swoim życiu popełnił Adam Mickiewicz. „Dziady część V”, bo o nich mowa, to utwór najbardziej niezwykły spośród całego dorobku Wieszcza. Mało tego, ponoć dzięki niemu (po odpowiedniej deklamacji i tańcu) można stać się istotą niemal boską. Niestety, jeśli zrobi się to nieumiejętnie lub bez posiadania całości, rytuał kończy się śmiercią. I tutaj wkraczają nasi bohaterowie. Jako jednostka do spraw niezwykłych, zostają oddelegowani do rozwikłania zagadki makabrycznej śmierci studenta filologii polskiej. Na miejscu ksiądz Gil znajduje jedną z kartek poematu, przez co wraz z Enką ładują się prosto między fanatyków, chcących pozyskać całość utworu. A im dalej zgłębiają temat, tym bardziej wydarzenia stają się makabryczne, groźne i niesamowite. 

i reszta textu