wywiad dla „gazety wrocławskiej”

Posted on 18 marca 2009

Jest Pan krakowianinem, a opisuje szczegółowo wrocławskie osiedla. Skąd je Pan zna?

Pracowałem dla Wydawnictwa Dolnośląskiego i miałem przyjaciół we Wrocławiu. Często przyjeżdżałem, a jedną noc spędziłem u znajomych na Polance. Przepraszam, że udzielam tak rozczarowującej odpowiedzi, ale czasem pozornie nieistotny drobiazg staje się ważnym punktem odniesienia dla literatury.

Nie ma za co przepraszać. Z Pana książki wynika, że Polanka jest inspirująca. Możemy być z tego dumni.

Patrzyłem tam na wysokie i ustawione w okręgi bloki, w pewien sposób imponujące, a zarazem nie- różniące się od innych bloków w innych miastach. Osiedle z tak charakterystyczną zabudową i rzeką świetnie pasowało do fabuły książki – w „Świętym Wrocławiu” Polanka zostaje otoczona policyjnym kordonem. Wybrałem miejsce, z którym łatwo poradziłyby sobie nasze służby porządkowe.

W książce wieszczy Pan apokalipsę. Śledzi Pan przepowiednie o końcu świata?

W żadnym wypadku. Dowcip z końcem świata polega na tym, że chyba każde pokolenie w każdej epoce jest przekonane, że jest on tuż-tuż. Kiedy Lenin burzył porządek zbudowany przez cara i nagle na 1/6 kontynentu zapanował komunizm, niektórzy myśleli, że to już. O nadejściu końca przekonani byli świadkowie kryzysu z lat 20. i 30. ubiegłego wieku. W czasach liberalizacji światopoglądu obyczajowego konserwatywna część społeczności wierzy, że to są czasy ostatnie. Przeczucie zagłady towarzyszy nam więc zawsze.

Prywatnie przeczuwa Pan zagładę?

Uważam, że choć mamy kryzys, to żyjemy – przynajmniej z punktu widzenia Polski – w najlepszych czasach od kilkuset lat

reszta