Kotki puszyste na kafeteria.pl

W wypadku felietonów o kobietach, lub, co jeszcze straszniejsze, dla kobiet, istnieje jedyne właściwe rozpoczęcie; wszelkie inne otwarcia okażą się nietrafne, lub, co gorsza, prawdziwe. Rzeczone otwarcie brzmi: mam koleżankę, nie więcej, lecz też nie mniej. Więc…

Mam koleżankę rozkochaną we wszystkim, co kudłate, miękkie, cieplutkie (można zrozumieć), a nawet żywe (zrozumieć nie sposób). Serce tej zacnej kobiety mięknie na widok kotka ciśniętego w szpony wichury i spływa niby ciepłe masło, gdy w zasięgu wzroku pojawi się psiak z przetrąconym żebrem. Ta miła dziewczyna nie przejdzie obojętnie obok wyliniałego szczura i nawet śniadania do roboty nie doniesie, rozdawszy je gołębiom, a wzgardziwszy bezdomnym. Nie muszę nawet dodawać, że kotek tej słodkiej istoty opływa w rozkosze, o których my, mężczyźni nie możemy nawet śnić.

Ta cecha charakteru otwiera przede mną, człowiekiem bezdusznym, nowe perspektywy realizowania nieskrępowanego okrucieństwa. Wystarczy, na przykład, puścić na kompie wywiad z hyclem, a rzeczona panna zalewa się łzami, jakby, nie przymierzając, straciła obie nogi wpadając pod tramwaj, zaś przedstawienie szczegółów związanych z zabiegiem sterylizacji wywołuje niekontrolowane spazmy, szlochy i jęki na wzór dusz czyścowych. Z czasem, ujawnia się zacny model szantażu. Zaczynam, na przykład, taką opowieść: był sobie pewien stary, schorowany piesek, który nie miał domu. Powłócząc jedną łapką dotarł na żwirowisko, gdzie balowała grupa agresywnych wyrostków… Mam mówić dalej? Dziewczyna wybucha płaczem i zgadza się na wszystko.

dalszy ciąg