„dziecię boże” na onet.pl

Posted on 6 kwietnia 2009

Kiedy rok temu ukazała się „Droga” Cormacka McCarthy’ego, chór zgodnych opinii obwieścił, że mamy do czynienia z arcydziełem. Ten rodzaj jednomyślności automatycznie wzbudził moją podejrzliwość, więc sięgnąłem po powieść z radosną nadzieją na wykazanie jej płytkości, słabości oraz ogólnej nędzy – co nieskończenie smutne, lektura doprowadziła do innego wniosku. Rzeczywiście, „Droga” jest arcydziełem.

A teraz do księgarń trafiło „Dziecię boże”, wczesna powieść tego autora.

   

Poznajcie Lestera Ballarda, człowieka bez pracy i szczególnych ambicji, któremu właśnie zlicytowano ziemię. Lester nie pracuje, chyba bardziej z wyboru niż braku zajęciay, gdyż, jeśli na czymś mu bardzo zależy, potrafi zakasać rękawy – jak wtedy, gdy wzniósł długi płot, by za wypłatę kupić sobie wymarzoną strzelbę. Zresztą, znakomicie strzela, a sama broń odgrywa ważną rolę w jego historii.

Ballard zawodowo zajmuje się snuciem, zagadywaniem ludzi, niespłacaniem długów i próbami nawiązania znajomości o charakterze erotycznym, niestety, gardzą nim nawet „puszczalskie” córki śmieciarza. Żyjąc samotnie Ballard z wolna popada w szaleństwo. I dalej jest naprawdę okropnie: Ballard, natrafiwszy na zwłoki kobiety używa ich do celów erotycznych, a także ubiera w nowe ciuchy i próbuje dbać, by się nie zepsuły. Wkrótce traci nawet swoje, marne przecież schronienie, uchodzi do jaskiń. Tam żywiąc się mięsem wiewiórek oraz własną złością traci resztki człowieczeństwa i zajmuje się, przypadkowym, w gruncie rzeczy, zabijaniem.

To potworna książka, a natężenie brutalności może okazać się, zwyczajnie, nie do zniesienia nawet dla tych, którzy sądzą, że zwiedzili granice potworności w towarzystwie Huellbecque’a i Grahama Mastertona. Inny autor najpewniej poległby w starciu z taką tematyką. McCarthy’ego ratuje niezwykła sprawność pisarska, nieustanne naprężanie emocjonalnej struny, oraz, specyficzne, bardzo czarne poczucie humoru – gdyby je jednak sprzątnąć, „Dziecię boże” przemieniłoby się w obraz namalowany wyłącznie czarną farbą, taką ciemną plamę, w której nic nie można dostrzec.

reszta