wywiad dla gpunkt.pl

Posted on 15 lipca 2009

Waldemar Mazur: W Twojej wcześniejszej powieści „Tracę ciepło” główny bohater mówi: „Wrocław jest żywy, inne miasta w Polsce to domy umarłych”. Zauroczenie stolicą Dolnego Śląska musiało pojawić się u Ciebie jeszcze na długo przed rozpoczęciem prac nad „Świętym Wrocławiem”, zgadza się?

Łukasz Orbitowski: Ono rodziło się we mnie od dłuższego czasu. Wrocław jest niejednoznacznym miastem, które wymyka się łatwemu definiowaniu. Tutaj skupiają się wątki dominujące w innych miastach, tworzy się pewnego rodzaju tygiel, w specyficzny sposób doświadcza się życia. To miasto nie jest skrojone pod konkretny profil. Dla mnie kojarzy się z przypadkiem.

I to wystarczy, aby od razu umieszczać w nim akcję książki?

W momencie, kiedy chciałem napisać kolejną powieść o Polsce, a mając w świadomości, że Kraków trochę się w moim przypadku zużył, Wrocław okazał się naturalnym wyborem. Przez pewien czas tu mieszkałem, poznawałem ludzi, doświadczałem najróżniejszych relacji międzyludzkich, do tego doszła jeszcze współpraca z Wydawnictwem Dolnośląskim. Wrocław cały czas jakby mnie przyzywał.

Samo miasto jednak nie odgrywa aż tak istotnej roli w książce, a stało się motywem przewodnim wywiadów i spotkań z Tobą. Czujesz się rozczarowany, bądź też zmęczony taką sytuacją?

Teraz zastanawiam się, czy może nie było błędem tytułowanie tej książki „Święty Wrocław”. Ale z drugiej strony- jaki inny tytuł można było do tej historii dopasować? Szczerze powiedziawszy, to czuję się zmęczony pisaniem o miastach, a mam jeszcze rozgrzebaną wielką powieść o Warszawie, przedstawiającą historię powstańczą. Już teraz wiem, że znowu będą powtarzać się te same pytania co zwykle, dlaczego właśnie Warszawa? A ja nie piszę przecież o miastach tylko o ludziach.

W trakcie lektury „Świętego Wrocławia” nasunęły mi się skojarzenia z „Tracę ciepło”. Czy nie mamy tutaj do czynienia z rozwinięciem pomysłów z tamtej powieści? Chodzi mi o stosunek bohaterów do wiary, tematów religii oraz o pojawiający się w obu książkach motyw zagłady.

Twoje pytanie dotyczy po części tego, w jaki sposób człowiek kształtuje swoje wyobrażenia o tym co chce napisać, a to zawsze jest pewną tajemnicą. Każdy z nas jest gnębiony przez pewne wątki, one do nas powracają w zdaniach, zdarzeniach, także w książkach. Można ich używać na różne sposoby. Stąd to pytanie odbieram trochę jako pewne rozczarowanie. Miałem nadzieję, że te powieści będą krańcowo różne od siebie. A że w obu poruszany jest temat wiary? O tym chyba zawsze będę pisał. W Polakach są tak ogromne pokłady religijności, że pisząc o Polsce, strasznie ciężko jest uciec od pytania z jakich zasad wynika stosunek Polaka do wierzeń. Przewijający się z kolei motyw apokalipsy, to wynik moich fascynacji mrokiem, ciemną stroną, w której jest coś pociągającego. W końcu wielu twórców, nie tylko pisarzy, ciągnie ku mrocznym tematom. Ciemność jest fajna.

dalej