horror, horror (19). „Zejście II”

[ytorbit]PQe391dzwnk&NR=1[/ytorbit] Koledzy ostrzegali a ja nie wierzyłem – w końcu pierwsza części „Zejścia” dość jednoznacznie została oceniona jako najlepszy horror ostatniej dekady, z czym łatwiej się zgodzić niż zaprzeczyć. Sequel był kwestią czasu i chyba czas stanowił problem. Rzecz nakręcono niedbale, za szybko, starając się jakoś pozszywać kolejne sceny, w których ktoś na kogoś skacze. Do tego, toporne wykorzystanie dekoracji skazuje rzecz na umowność, co wypada nad wyraz rozczarowująco, nawet jeśli przywołamy dosłowny freudyzm/feminizm części pierwszej. Ale już sam scenariusz wskazuje, że wyjść nie mogło. „Zejście 2” dokładnie powtarza znane już rozwiązania, czyli wejście do jaskiń, tąpnięcie, oraz nierówne starcie ze stworami, które tam żyją, a którym tąpnięcia niestraszne. Przy tej okazji wychodzą niedociągnięcia zamysłu „jedynki”, tyle że tam magia kina lała się z ekranu, cała ekipa wraz z reżyserem Nilem Marshallem spisała się na medal – tu zostało nędzne wyrobnictwo. Poza tym, stwory z „Zejścia” doskonale nadają się, by przerzucić je na dowolną scenerie, chciałem zobaczyć je w metropolii, wieżowcu, na statku i w samolocie, teraz już oczywiście nie chcę, za to zapomnieć i owszem.