O „Innych” Ewy Dragi na onecie.

(…)
„Inni” są pochwałą procesu przejścia, pozbawioną nachalności i przez to mądrą. Draga ciepło odnosi się nie tylko do piw i ścisków, ale i zjawisk dla nastolatka przykrych: rodziców sprawdzających, czy ten nie zionie wóda, szlabanów, konieczności ganiania do szkoły. Jedno warunkuje drugie, a piwo nigdy nie będzie już tak smaczne i pożywne. W ten sposób, czytając „Innych” wędrujemy przez malinowy chruśniak, między „Bravo” a kruchtą, w stosownej od nich odległości.

Do wynurzeń na temat „Innych” Ewa Draga sprowokowała mnie osobiście. Otóż, Karolina z wyjątkową czułością wspomina wieczór autorski niejakiego Orbitowskiego, na który zapędziła się z bliżej nieznanych mi przyczyn. Opisuje mnie zresztą z właściwą licealistkom mieszaniną grozy i fascynacji. Na tym, jak sadze wymyślonym spotkaniu wyglądam „zupełnie jak dres”, jestem „przypakowany, łysy” strój tez przywdziałem stosowny i do tego bredzę jakbym „był ciągle pijany”. Pojawiają się wątpliwości czy spotkanie ze mną w ciemnej uliczce należałoby do przyjemnych. Nad całym tym opisem unosi się typowo dziewczęca zazdrość, związana zapewne z „wianuszkiem, którym otoczyły go szczebioczące fanki”. Pisarz Orbitowski oraz jego twórczość przewijają się przez całość książki.

Zabieg ten ma się nijak do fabuły, ta – co bardzo smutne – jest świetna i bez mojego cienia. Podbudowany takim wyróżnieniem sądzę, że pani Ewa Draga została urzeczona moją osobą, moją prozą może, czy nawet felietonami, dość, że jako pierwsza w tym kraju rozpoczęła uprawianie flirtu literackiego. Normalne flirtowanie dokonuje się w knajpach, na portalach społecznościowych i komunikatorach, ten natomiast zainicjował się w książce. Byłbym prostakiem nieczułym choćby na piękno prozy pani Ewy, uznajmy wiec proszę ten niniejszy tekst za moją chętną odpowiedź, zaczyn romansu. Teraz ruch należy po stronie autorki.

Oczekuję, że będzie nim kolejny tom tego obiecującego cyklu.

całość