Nike, grindhouse

Posted on 23 lutego 2011

Pojawił się nowy krótki metraż Roberta Rodrigueza, reklamówka butów Nike z udziałem Kobe Bryanta, Bruce Willisa, Kayne Westa i Danny’ego Trejo. Oczywiście grindhouse, zrobione z jajem i gatunkowym respektem, nie wątpię w rozgłos tego dziełka przełożony na wzrost notowań sponsora, ale za to mam innego rodzaju wątpliwości. Doskonale rozumiem fascynację „złym kinem” i moja miłość do niego składa do oglądania złych filmów właśnie, a nie wariacji na ich temat. Stąd niechęć do Tarantino i przekonanie, że najlepszą rzeczą Rodriqueza jest „Sin city” do którego wciąż boję się wracać. Za to historia kina pokazuje, jak młodzieńczość się kończy. Terry Gillam i Tim Burton, wychowani na filmach wytwórni Hammer realizowali wysokobudżetowe sny w tym stylu aż nagle zabrakło pary, tak długo byli dziećmi, aż nie dostrzegli, że już nimi nie są. Ostatnie filmy znamionują zmęczenie, zwłaszcza „…Dr Parnassus” jest okropny i to doświadczenie pozwala mi sądzić, że podobny los czeka Rodriqueza, wyrosłego na barwnym bezładzie lat osiemdziesiątych: w tym przypadku pułapką jest fajność, poczucie humoru, doskonałe rozeznanie schematów i lekkość kamery, co da się powtarzać w nieskończoność, aż straci całą swoją siłę, zwłaszcza, że cała ta siła tkwi w przeszłości. Za Nietzschem: źle się odwdzięcza mistrzowi uczeń, na zawsze pozostając uczniem.
[ytorbit]1TO4yeUIPWE[/ytorbit]