horror, horror (26): rare exports

Posted on 10 lutego 2011


Pamiętam kapitalne spoty reklamowe z których „Rare exports” się zrodził i pełnego metrażu oczekiwałem z tak zwaną niecierpliwością, jeśli oczywiście mogę jeszcze niecierpliwić się w związku z jakimkolwiek filmem. Oczywiście rozczarowałem się, głównie dlatego, że dostałem coś innego . To chyba dobrze – sequele są fajne ale raczej dla tych, którzy kinem się cieszą, lecz go nie kochają. Miejsce wyprawy myśliwskiej na dzikiego Świętego Mikołaja ustąpiło fabule standardowej dla horroru, luźno wykorzystującej bożonarodzeniowe grepsy. Mikołaj to potwór zatopiony w lodzie, następnie uwolniony przez zagranicznych przedsiębiorców, żerujących na dziecinnych marzeniach. Czy jakoś tak. Paradoksalnie ten zabieg w połączeniu z konkretnymi rozwiązaniami scenarzystów przywraca ckliwość ostatnich dni grudnia. Jest dzielny chłopczyk i ofiarni Finowie, skutecznie wyrugowano przemoc (zapewne ze względu na braki budżetowe) w konsekwencji czego „Rare exports” wbrew drapieżnemu pierwowzorowi zbliża się do horroru familijnego, jakiejś „Bonanzy” o mordach i pradawnych legendach. Figura dziecka, którego odważnym planom podporządkowują się wszyscy dorośli nie jest przecież skierowana do mnie, do innych widzów traktujących horror serio, ale do innych młodych, oczekujących ‘czegoś nowego’. Innego Mikołaja. Innych prezentów. Innych świąt. Te szczęśliwie nastąpią za rok i o pełnometrażowej odsłonie „Rare exports” zdążymy zapomnieć. Nie chodzi tutaj o to, że nakręcono coś innego, lecz o utratę żywiołowości oryginału.
[ytorbit]PwT3wtUCv9Y[/ytorbit] A tutaj pamiętne krótkie metraże
[ytorbit]JWGPpFURZsk[/ytorbit] [ytorbit]bGBz_1mIySc[/ytorbit]