wywiad dla students.pl

Posted on 29 marca 2011

(…)
Wśród współczesnych rodzimych autorów grozy ty jako jedyny z niewielu trafiłeś do mainstreamu. Można by rzec, że spoczywa na Tobie wielka odpowiedzialność za to jak obecną kondycję horroru postrzegają krytycy. Niektórzy uważają, że to dzięki Tobie ten gatunek zyskuje nobilitację.

Rozmawiałem ostatnio z kolegą po piórze na ten temat i wątpię, żeby krytyk literacki w Polsce przejmował się kondycją horroru. Nie wydaje mi się też, aby polski horror potrzebował abym brał za niego odpowiedzialność, jeśli tak, to znaczy, że jest z nim bardzo źle. To przecież nie kobieta porzucona w ciąży, prawda? Wyobraźmy sobie, że przychodzi mi pomysł na powieść sensacyjną, albo obyczajową i co, mam go porzucić w imię lojalności gatunkowej? To by dopiero było: Łukasz Orbitowski wypiera się swoich korzeni. Zrozum mnie dobrze, życzę gatunkowi jak najlepiej, ale pisząc myślę tylko o książce, która powstaje w komputerze, promując potem tę książkę promuję ją właśnie i siebie przy okazji. Pomogłem paru autorom związanym z horrorem, choć gdyby horrorów nie pisali, pomógłbym także. Każdy odpowiada za siebie, co może przełożyć się na wzmocnienie pozycji literatury grozy w naszym smutnym kraju. Ale, jeszcze raz – nie wierzę w żadną samopomoc. Ludzie po prostu muszą pisać. Szczerze? Słyszałem o głosach, że nie czynię nic, aby względny przecież sukces, który odniosłem rozszerzyć na innych, pierwsza rzecz, jednak czynię, druga, jestem pewien, że nie powinienem tego robić.

Jak dotąd wychodziły Ci powieści mocno osadzone we współczesności. W twojej ostatniej książce Nadchodzi zerwałeś z tym kierując się ku stronie historii. Wynikło to z osobistych fascynacji czy też z faktu, że jest to temat często lekceważony przez fantastów?

Bo ja wiem, czy lekceważony? Co z „Lodem” Jacka Dukaja, „Wiecznym Grunwaldem” Twardocha, powieściami Jacka Komudy? Historia przyszła sama i powoli mam jej dosyć, choćby dlatego, że prócz „Widm” dopinam także sztukę teatralną, horror o żołnierzach wyklętych, tymczasem, trzeba jasno powiedzieć, nie jestem historykiem, nie mam drygu do systematycznego zdobywania wiedzy i opanowanie jakiejś jej dziedziny, choćby wąskiego fragmentu zajmuje sporo czasu. Zależy mi jednak, aby każda książka różniła się od poprzednich, napisałem trzy powieści osadzone mocno we współczesności i zrozumiałem (kasując powieść numer cztery), że zatkałem się kompletnie, że musi upłynąć parę lat, coś musi się zmienić, abym mógł wrócić do wątków współczesnych. A potem wydarzyły się przypadki. Przypomniałem sobie „Hubala” z Filipskim, na strychu u ojca natrafiłem na wspomnienia ubeka wyuczonego w wykańczaniu partyzantki antykomunistycznej i przyszło mi do głowy, że mam temat literacko ledwie zapoznany, mocny, potem już poszło i jak lumbago, trzyma do dziś.
(…)
reszta