o „heavy rain” na jawnesny.pl

Skończyłem „Heavy Rain” jakiś czas temu i dalej nie wiem, co myśleć. Najbardziej sensowne wydaje mi się stwierdzenie, że mamy w tym wypadku do czynienia z najciekawszą nieudaną grą, jaka kiedykolwiek się ukazała. Być może jej właściwy sens jeszcze się ujawni, przybędzie tytułów rozwijających pomysły tam zawarte w kierunku jakiegoś sensu czy innej dojrzałości. Dopuszczam też pomyłkę własną, gdyż gracz ze mnie niedzielny, w ulewę igrałem dość specyficznie, za to pół życia zeszło mi na budowaniu, przerabianiu i ocenianiu fabuł. Trzeba też powiedzieć, że poradziłem sobie wyjątkowo ślicznie. Zabiłem dwóch z czterech bohaterów, trzeci obwiesił się w celi, dzieciak utonął, zaś morderca pozostał na wolności. Oby tak dalej, Łukasz, myślę sobie, oby tak dalej.
Więc tak. Najczęściej grywam w kompletnym odcięciu od świata zewnętrznego. Być może gry są dla mnie atrakcyjne właśnie z tego powodu. Odkładam telefon, siadam na tak zwanym zadku, ściskam pada, a czas i przestrzeń wyświadczają mi grzeczność swoim zanikiem. Moje ciupanie, całe to nurkowanie w nieistniejącą przecież rzeczywistość ma w sobie coś potępieńczego; sam sobie kojarzę się z grzesznikiem na łożu śmierci, który próbuje urżnąć się, nomen omen, w trupa i chce w ten sposób zapomnieć o rychłej perspektywie piekła. W wypadku „Heavy Rain” było inaczej.
Nieodwracalność zdarzeń, czy też, jak chcieliby twórcy, moich własnych wyborów (które, jak wiemy, nie mają żadnego znaczenia) nieustannie przeganiała mnie sprzed telewizora. Zachowywałem się jak podczas lektury wyjątkowo emocjonującej, lecz niełatwej książki. Kurzyłem szlugi w kuchni, próbując rozgryźć, co będzie dalej, w jaki sposób powinienem postąpić, następnie krążyłem bez sensu od drzwi do okna: w mojej głowie i sercu ciągle kotłowały się emocje bohaterów. Za oknem zresztą lało, wył wiatr i chybotał moim, raczej niezbyt mocno osadzonym blokiem. Naprawdę. Fajnie, prawda? Jazda bez trzymanki skończyła się rozkwaszeniem nosa, gra dobiegła końca – przyszło rozczarowanie. Nawet coś więcej. Złoto zmieniło się w liście. Zostałem oszukany.

ciąg dalszy

dobrze, że nie miałem konta na Playstation Network, tak swoja drogą.