horror, horror (28): Wake wood

Posted on 3 czerwca 2011


Reaktywacja wytwórni Hammer okazała się rozczarowaniem. Nie obejrzałem remake’u „Pozwól mi wejść” gdyż szwedzki oryginał wystarcząco mną pozamiatał. Nie chciałem niczego „bardziej”, to samo lub coś gorszego nie było mi potrzebne. „The Resident” zapowiadany jako powrót do chwały okazał się śmiertelnie nudny. Nawet nie dooglądałem. Wreszcie dostaliśmy „Wake wood”, grubiańską wariację na temat „Smętaża dla zwierzaków”, czy jak teraz tłumaczy się ten tytuł, która warta jest wspomnienia tylko z jednego powodu. Rzadko doprawdy się zdarza, by konwencje gatunkowe rujnowały pomysł, również przecież gatunkowy. W dużym skrócie: małżeństwo po stracie córeczki może ją odzyskać, tylko na trzy dni w efekcie działania prowincjonalnego rytuału. Dziewczyna wraca i natychmiast zaczyna przejawiać mordercze skłonności, w skutek czego ostatnie pół godziny to niemal piątkotrzynastowa rzeźnia. Przy okazji zamordowano coś niecodziennego. Bo ja chciałbym, mało tego, agresywnie domagam się, by dziewczyna wróciła sobą. Było to tak oczywiste, że nie dopuszczałem innej ewentualności. Oto rodzice mogą jeszcze raz pochwycić swoje dziecko, pokazać jeszcze jeden kawałek świata, pogonić się na łące, cały czas w cieniu świadomości ponownej utraty. Będą musieli wytłumaczyć sobie, że ona znowu umrze, już zaraz a potem wyjaśnić jej sens tej śmierci. A przecież śmierć, zwłaszcza dziecka, wynika z nicości, z jakiejś woli pustej i ślepej. Chciałem to koniecznie zobaczyć. Wyobrażam sobie, jak można było ten pomysł rozwinąć, ile drgnień serca odkryć, jak głęboko wsadzić szpilę pod paznokieć duszy. Przecież fantastyka opisuje nie tylko światy nieistniejące, ale i emocje których nie ma, które w naszym świecie się nie zdarzą, tu żadne dziecko nie wraca, rodzice są wolni od klątwy przywołabnia. W zamian dostałem durną rąbaninę. Straszna szkoda.
[ytorbit]qS_L06Mub40[/ytorbit]