Niedzielne południe. Szedłem Międzynarodową, zza bloków wyłoniła się kładka przerzucona przez Aleję Stanów Zjednoczonych. Nad Aleją łopotało prześcieradło, przyczepione do zielonej barierki. Na prześcieradle, czarnym sprayem naniesiono potężne litery układające się w słowa KOCHAM MINIE. Właśnie tak. KOCHAM na górze, a MINIE na dole. Siąpił deszcz. Przystanąłem, zrobiłem zdjęcie i zacząłem myśleć. W głowie ułożyły się trzy możliwości. Pierwsza, najprostsza, zakładała, że istnieje dziewczyna zwania Minią, którą autor napisu kocha. Kto wie, może nie on jeden? Ale Minia jest dość dziwną ksywką, dziwnym imieniem. Mina, Minka – prędzej tak. Poza tym, słowo powinno kończyć się na „ę“, a nie „e“, co razem wiodło, ku drugiej ewentualności. Ktoś, rozwieszając prześcieradło nad kładką czynił inne wyznanie: kocha kogoś i wie (ma nadzieję), że ta miłość mu przejdzie. Chce przestać kochać ze znanych sobie powodów, póki co, nie bardzo radzi sobie z kochaniem, zapewne nawet wywieszenie tego napisu w nocnym deszczu miało mu pomóc w uporaniu się z tą miłością. Teraz wszyscy wiemy, że chłop da sobie radę. Podobnie, jak w pierwszym przypadku, sam zapis budzi wątpliwości. Powinien pojawić się jakiś znak interpretacyjny, słowo „ale“, rozdzielające „KOCHAM“ od „MINIE“. Autor napisu mógł mieć problemy z polszczyzną, mógł też się spieszyć. Wówczas przyszła do mnie trzecia możliwość, że napis na prześcieradle nie ma nic wspólnego z miłością, lecz zawiera zakodowane przesłanie, którego treść znają przynajmniej dwie osoby: ten, kto pisał i ten, kto ma przeczytać. Zmęczony myśleniem wdrapałem się na kładkę i zobaczyłem, że prześcieradło przytwierdzono do barierki za pomocą czarnych szmatek. Obok były uwiązane takie same szmatki, lecz już bez prześcieradła. Czyli zobaczyłem tylko ocalały kawałek napisu! Inne prześcieradła zerwał wiatr lub człowiek i nigdy nie dowiem się, co tam się znajdowało. Nic nowego – większość zjawisk wokoło, które mam za całość, okazuje się tylko częścią zakrytej, ukradzionej całości. Szkoda.