Spotkanie starych mistrzów: Tommy Lee Jones i Samuel L. Jackson grają do słów Cormacka McCarthy, a wychodzi z tego minimalistyczny koncert na Boga i ciemność. Samobójca, niedoszły skoczek pod tytułowy pociąg, samotny i zgorzkniały profesor rozmawia z byłym więźniem, który go uratował. Gadają, oczywiście, o życiu. Ale jak. Profesor reprezentuje najczarniejszy z nihilizmów, więzień przemawia słowami żarliwego pastora. Po co żyć? Dlaczego nie umrzeć? Czemu pragniemy śmierci? Te i inne pytania prowadzą do dwóch monologów i tu widz musi rozstrzygnąć, po której stronie ma serce. Sam scenariusz podsuwa jednak rozwiązania, więźniowi brakuje słów, końcowa aktorska szarża Lee Jonesa jest majstersztykiem na miarę największych momentów w historii kina, pod koniec seansu pozostałem jako ten drugi interlokutor, mowę odebrało. A ostatniego pytania zadać nie mogłem. O czym to było, myślałem, o wielu rzeczach, o pustce także. Między człowiekiem wierzącym i prawdziwym ateistą (żeby odróżnić od ateisty fałszywego, czyli wesołego) nie będzie porozumienia, gdyż ich rozumienie pustki różni się od siebie. Pustka człowieka wierzącego jest wyrwą po Bogu, czymś w rodzaju rany, która może się zabliźnić, albo, zgodnie z logiką cudów, doczekać się uzdrowienia. Pustka ateisty jest wieczną ciemnością, jamą w której nigdy nic nie żyło. Niewiele filmów wstrząsnęło mną tak bardzo, jak to skromne arcydzieło.

The Sunset Limited, reż. Tommy Lee Jones, wyst. Tommy Lee Jones, Samuel L. Jackson, USA 2011, IMDB rating 7,4