Tydzień z głowy (434)

O nawykach

badger_profile_fnl

Grafika: Clint Young

Mniej więcej raz w tygodniu robię duże zakupy w supermarkecie. To moja najczarniejsza godzina. Pcham przed sobą wózek, a za mną postępuje ciemność. Czuję się bardzo nieswojo, dopóki nie kupię butelki alkoholu. W ten sposób zadośćuczyniam samemu sobie za zakup niepotrzebnego przecież, dobrego jedzenia. Chodzi jednak o coś więcej. Gdy pakuję flaszkę do torby, znajduję w sobie spokój. Wiem, że moja dusza jest bezpieczna.

Rano zawsze budzę się wkurwiony. Otwieram oczy i mówię: „O kurwa”. Później następuje sekwencja zdarzeń koniecznych, lecz trudnych do zniesienia. Wkurwiam się na ekspres do kawy, bo nagrzewa się zbyt długo. Wkurwiam się na wodę z prysznica, bo jest mokra. Wkurwiam się na dres, bo muszę go założyć. Wkurwiam się na rzeczy znalezione w internecie, bo ludzie są głupi i małostkowi. Wkurwiam się na jedzenie, bo muszę je zjeść. Potem siadam do pracy i natychmiast przestaję być wkurwiony.

Wieczorami, od dziesiątej do północy, gram na konsoli. Nie dzieje się tak zawsze, ale jestem wkurwiony, jeśli sobie nie pogram. Zawsze wiem, w co będę grał, i muszę mieć przynajmniej jedną grę na zapas. Potem przez godzinę czytam książkę. Niekiedy otwieram sobie do tego piwo i czytam tak długo, aż piwo się nie skończy. Jeśli książka jest dobra, piję je wolno, jeśli nudna – biorę na trzy łyki. Potem idę spać. Gdy muszę iść na eleganckie przyjęcie, na wystawną kolację z ważnymi i mądrymi ludźmi, gdy staję wobec konieczności inteligentnej, wieczornej rozmowy z zabawnymi facetami i pięknymi kobietami, jestem wkurwiony, bo nie mogę poczytać książki i pograć na konsoli.

Cztery razy w tygodniu chodzę na siłownię, gdzie wykonuję te same ćwiczenia co dwadzieścia lat temu. W związku z tym, że cały czas mnie gdzieś rzuca, utrzymanie tych czterech tygodniowych treningów stanowi pewien kłopot. Ćwiczę o ósmej rano albo ósmej wieczorem, wożę ze sobą strój przez pół Polski, rezygnując z obiadu, a nawet browara. Dziś targnąłem sto czterdzieści kilo w martwym ciągu i idę na sto pięćdziesiąt. Każdą wolną chwilę poświęcam na maniakalną walkę ze spontanicznością.