Tydzień z głowy (438)

Posted on 13 lutego 2017

O kryminałach

marlowe

Napisałem w życiu kilkadziesiąt tekstów poświęconych literaturze kryminalnej. Robiłem podsumowania roczne, analizy przekrojowe pod kątem autora, kraju i tematu. Zdarzyło mi się nawet robić wykłady o polskiej literaturze kryminalnej. Kiedy jakaś redakcja potrzebowała tekstu o kryminale, dzwoniła do Orbitowskiego. Uchodziłem, jak się zdaje, za eksperta.

Dziś nie pisuję już publicystyki (wyjąwszy parę miejsc, które są dla mnie ważne z rozmaitych powodów) i wreszcie mogę powiedzieć prawdę.

Kryminały gówno mnie obchodzą. Nigdy ich nie lubiłem. Znam się na nich jak ukwiał na wynajdywaniu prochu.

Oczywiście przeczytałem kilka książek kryminalnych, bo generalnie przeczytałem dużo najróżniejszych, najczęściej niedobrych książek. W kryminałach interesowała mnie warstwa obyczajowa i bohaterowie drugoplanowi. Nie zastanawiałem się nawet nad tym, kto zabił. Odnoszę też wrażenie, że większość dobrych autorów tego gatunku pisuje normalne powieści obyczajowe, opakowane jako kryminał. Dokleili wątek zbrodni i śledztwa, żeby sprzedać książkę. Sam bym tak postąpił, postawiony w podobnej sytuacji.

A z kryminałami było tak, że wiele lat temu ktoś zwrócił się do mnie, bym coś napisał na ten temat. Za pieniądze. Dość cienko przędłem. Mieszkałem w żywopłocie, a na śniadanie odgrzewałem sobie wydzieliny z wczoraj. Rzucałem się na każdą robotę, więc wziąłem i te kryminały. Gdyby zgłosiło się do mnie Towarzystwo Wędkarskie z prośbą o napisanie poematu o kergulenie, zamiast Marka Krajewskiego pośpiesznie wertowałbym atlasy ichtiologiczne.

Oczywiście starałem się wykonać swoją robotę tak dobrze, jak się dało, czytałem pośpiesznie, sięgałem do recenzji i tekstów krytycznych, artykuł się ukazał i myślałem, że mam spokój. Spłynęło zamówienie na kolejny, a także propozycja wykładu dla bibliotekarek w Bochni. Im więcej pisałem, tym więcej przychodziło zamówień. Przez moment byłem nawet redaktorem naczelnym miesięcznika o kryminałach. Nienawiść do kryminałów rosła. Z żywopłotu przeniosłem się do chińskiego pokoju.

Przeprosiłbym wszystkich, którzy jakimś cudem uwierzyli w moje opinie na temat literatury kryminalnej i kierowali się nimi. Chyba nawet próbuję coś takiego zrobić. Problem w tym, że nie jestem jedyny. Jak sądzę, 95% pisarzy, dziennikarzy, publicystów w Polsce działa w ten sam sposób. Chwytają każdy obcy sobie temat i klepią na akord, bo brakuje szmalu, bo żywopłot im garsonierą, bo na śniadanie wydzieliny z wczorajszego dnia.