Tydzień z głowy (441)

Posted on 6 marca 2017

O siłowni

Heracles strangles the serpents

Nieustannie się spieszę. Uważam, że pośpiech jest bardzo zdrowy, i dziwię się wszystkim, którzy celebrują chwilę. Kultura śródziemnomorska jest mi wstrętna.

Wstaję, jak najszybciej robię sobie kawę, dławię się śniadaniem i ruszam do czynu. Klepię, przygotowuję scenariusze odcinków, odpowiadam na maile i uczestniczę w spotkaniach biznesowych, dbając, by trwały dokładnie tyle, ile wymaga omówienie wszystkich ważnych kwestii, ale nie więcej.

Pośpiech udziela się prywatności, czyniąc ją dobrą i satysfakcjonującą. Nie znam bowiem bezczynności. Gdy film się kończy, zaraz sięgam po książkę. Każda sekunda życia musi być czymś wypełniona. Będąc wśród bliskich, odmierzam czas. Wiem, kiedy muszę wracać, i nie znoszę żadnej spontaniczności. W ten sposób, jak sądzę, unikam konfrontacji z myślą, z samym sobą i tym, co się we mnie dzieje.

Do czego się spieszę? Kiedyś sądziłem, że chcę zrealizować swoje rozliczne zadania. Teraz już wiem, że śpieszę się dla samej radości pośpiechu. Pędzę przez życie, roztrącając ludzi, którzy przystanęli na chodniku, aby porozmawiać.

Jedynym miejscem wolnym od pośpiechu jest siłownia, znów nie wiem dlaczego. Stała się dla mnie świątynią powolności. Przychodzę, powoli przebieram się w odrażające ubrania (zauważyłem, że większość bywalców czyni z treningu rewię mody, ja przychodzę tam w swoich najgorszych ciuchach), wypijam te cholerne aminokwasy i wlokę się na salę. Tam precyzyjnie i powoli wykonuję ćwiczenia: przysiady, martwe ciągi, wyciskanie na prostej i tak dalej. Potem siadam, czekam spokojnie, aż wróci mi oddech, i człapię w kierunku sztangi.

Po treningu długo stoję pod prysznicem. Czasem zachodzę do sauny, czego ponoć nie wolno robić po dużym wysiłku. Uważam jednak, że mi wolno wszystko. Siedzę w gorącym, wilgotnym powietrzu, gapiąc się na piach skapujący z wąskiego gardła klepsydry. Znów prysznic, tylko zimny. Na koniec następuje dziesięć minut odpoczynku. Siedzę na leżaku owinięty ręcznikiem. To jedyna okoliczność, kiedy nie robię nic.

Jestem umordowany treningiem, po saunie plączą się nogi. Wychodzę z siłowni i natychmiast zaczynam się śpieszyć.