Tydzień z głowy (444)

Posted on 27 marca 2017

O innych

sartre

Przez większość mojego życia usiłowałem zadowolić nielicznych, ale za to w satysfakcjonujący sposób.

Nigdy nie szedłem na kompromisy w relacjach między ludźmi. Jeśli ktoś mi odpowiadał, stawał się bliski. Jeśli nie – skreślałem go z listy i szedłem dalej. Zapewne z tego powodu długo nie mogłem znaleźć sobie miejsca w świecie, a i kariera szła słabo. Nie zabiegałem i chyba dalej nie będę zabiegał.

Miałem wiele żyć. Byłem mężem i ojcem, emigrantem, robotnikiem, rozpustnikiem, moczymordą. Przewalałem się w kolejnych wcieleniach i nie obawiam się żadnego, które nadejdzie. Nie przeraża mnie bieda, choroba ani starość. Śmieję się czasem, że gdybym dziś miał umrzeć, pocieszenie znalazłbym w odwróceniu głowy: tyle już za mną, tyle się wydarzyło, nie wypada prosić o więcej.

Niekiedy ciepło myślę o ludziach, których życia są scalone i przypominają monolit. Mają pracę, z której wracają do domu. Wszystko jest blisko, wszystko jest oznaczone. Żyję na dwa miasta, dziecko mam w trzecim, bliskich-najbliższych również gdzie indziej. Moja przyjacielska mapa opiera się o Śląsk i Trójmiasto.

Chciałbym być przy wszystkich. Chciałbym wszystkich zadowolić. Chciałbym też – to bardzo ważne – kultywować swoje starokawalerskie przyzwyczajenia. Metal na obudzenie, pisanie, trening w południe, praca popołudniowa, konsola, książka, chrap. W ten sposób, jak sądzę, próbuję być dla siebie dobry.

Ale się nie da. Czasu jest za mało. Zwrócę się ku jednym, innym będzie przykro. Zawsze są inni, ci zaniedbani, stęsknieni, niedopieszczeni emocjonalnie, ze swoimi problemami, w których mógłbym pomóc, tylko nie pomagam, bo nie mam kiedy, bo piszę, bo jestem z kimś innym, bo zamknąłem się w domu i słucham Shining, tak jak teraz, czując się jak gówno.

Jestem też zdziwiony, bo kiedyś udawało mi się zadbać o wszystkich. Ale coraz lepiej rozumiem, że to niemożliwe. Nie dlatego, że ja się zmieniłem. Przeciwnie, jestem silniejszy niż kiedykolwiek. Ale życie uległo przeobrażeniu, dorosło wraz ze mną, podsunęło inne radości i odmienne problemu. Po prostu, żyć jest coraz trudniej. Innym także.