Tydzień z głowy (448)

O wypierdalaniu

20170422_173412

Fot. Przemysław Król

Jest niedzielne popołudnie. Siedzę w domu, bardzo zmęczony. Wczoraj przez piętnaście godzin pełniłem funkcję gospodarza na katowickiej Metalmanii. Było to bardzo piękne i potrzebne doświadczenie z dwóch różnych powodów.

Każdy, kto mnie zna, wie, że jestem maniakiem metalu. Nie jakimś tam człowieczkiem, który sobie słucha ciężkich dźwięków na telefonie. Zbieram płyty, jeżdżę na koncerty i mam w szafie, lekko licząc, ze sto koszulek z zespołami.

Ktoś może powiedzieć, że to niepoważne. Otóż jestem wystarczająco poważnym człowiekiem, aby epatować niepoważnością na prawo i lewo. Moja powaga przejawia się także przez niepowagę. Pasje w ogóle są śmieszne, śmieszni są ludzie, którzy chodzą po górach, nurkują, zbierają znaczki albo zegarki. Współczuję  ludziom, którzy nie mają żadnej. Ich życie musi być bardzo ubogie.

W konsekwencji prowadzenie Metalmanii było ostatecznym uhonorowaniem mojej metaliczności, czymś wzniosłym i pięknym. Zarazem przyniosło mi zupełnie inne, przeciwne, ale i ważne doświadczenie. Otóż byłem tam niepotrzebny. Byłem facetem, który wychodzi na scenę przed występem, powiedzmy, Sodom i gada jakieś pierdoły do ludzi, którzy chcą Sodom, a nie Łukasza Orbitowskiego. Byłem czymś wstrętnym, przeszkadzajką oddzielającą kilka tysięcy dobrych ludzi od zacnego trio z Sodom.

Dość wcześnie zorientowałem się, że gdy zaczynam mówić drugie zdanie, lud wrzeszczy: „Wypierdalaj!”, więc skorygowałem swoje przemówienia właśnie do jednego zdania i to krótkiego. Zadbałem, by składało się w dowcip i zawierało jak najwięcej wulgaryzmów. My, metale, jesteśmy trochę jak dzieci. Ktoś powie „kupa” i wybuchamy śmiechem.

To „wypierdalaj” było cennym doświadczeniem. Ów krzyk poszedł z kilku jedynie gardeł, nie jest mi przykro i ani myślę się obrażać. Swoje życie wiodę w poczuciu potrzebności własnej. Jestem ważny dla bardzo wielu ludzi w segmencie prywatnym, jak i publicznym, wiem to. Pilnuję, aby sodówka nie walnęła mi do głowy, i takie „wypierdalaj”, niewinne, szczere, pijane, właściwie wolne od wszelkiej agresji jest czymś z wszech miar pożytecznym. Wydaje mi się nawet, że każdy pisarz czy człowiek mediów powinien coś takiego usłyszeć.

Przecież ja sam wiele razy krzyczałem: „Wypierdalaj!” pod sceną.