tydzień z głowy (457)

Posted on 26 czerwca 2017

O wizycie w Gostyniu

IMG_1381

Mało brakowało, a bym nie dojechał.

Zaproszono mnie na konwent do Gostynina. Przynajmniej tak sądziłem. Dwa dni przed imprezą zadzwonił do mnie cokolwiek zaaferowany szef tej imprezy. Chciał się upewnić, czy przyjadę. Za to ja chciałem go uspokoić. Powiedziałem, że mam już kupiony bilet do Warszawy Zachodniej i stamtąd złapię autobus do Gostynina, podobno często chodzą. Zakłopotany facet wydukał, że czeka na mnie, owszem, ale w Gostyniu Wielkopolskim. Ups.

Wymieniłem bilet i w drodze do Gostynia Wielkopolskiego zachodziłem w głowę, jak zaskarbić sobie życzliwość mieszkańców tego miasta, które pomyliłem z innym. Dowiedziałem się, że w Gostyniu mają największy silos w Polsce i piękną bazylikę. Zebrałem też sporo informacji o Trynkiewiczu i nauczyłem się dowcipów o jego osobie. Na miejscu poinformowano mnie, że Trynkiewicz siedzi, ale w Gostyninie.

A potem trafiłem na konwent w całości dedykowany lokalnej społeczności. W budynku domu kultury znalazło się dość miejsca na salę z planszówkami i do karcianek, były jakieś komputery, czytelnia komiksów i dużo, dużo więcej. Ludzi kręciło się od groma, głównie rodziny z dziećmi. Spotkanie ze mną odbyło się w najpiękniejszych możliwych okolicznościach, czyli na trawie, w słońcu. Potem dowiedziałem się, że skład odpowiedzialny za organizację konwentu robi wiele innych imprez, jakieś weekendy japońskie, zloty antropologów, coś podobnego.

Uczestniczyłem w wielu imprezach kulturalnych i przygniatająca większość z nich była niepotrzebna. Po prostu mało kto na nie przychodził. Będąc na nieznanym konwencie w dwudziestotysięcznym miasteczku, patrząc na tych, którzy tam przyszli, zrozumiałem, jak bardzo to jest potrzebne, i zaraz pomyślałem o organizatorach. Działają u podstaw, sami z siebie. Tacy ludzie nie dostają wielkich grantów z Unii, nie zaprasza się ich do telewizji jak wielkich animatorów kultury, nie dostają też ciepłych synekurek. W sumie chyba gówno z tego mają. Albo bardzo niewiele. A robią coś cholernie potrzebnego, wprowadzają życie i kulturę do miasta. Zasługują na dużo więcej niż ta nędzna notka na bloga. Ale mam tylko ją.

Dobra robota, chłopaki.