tydzień z głowy (470)

Gra o kocie

IMG_1241

Dawno temu wymyśliłem grę na smartfony i tablety: symulator kota. Byłem pewien, że producenci ozłocą mnie za tę ideę. Przecież wszyscy kochają kotki. Internet powstał dla kotów i pornografii.

Wcielający się w czworonoga gracz otrzymałby szereg prawdziwie kocich zadań: ucieczka przed trzylatkiem albo pijakiem na imprezie, kradzież jedzenia ze stołu, łapanie much, tryknięcie podwórkowej kotki i tak dalej. Niektóre pomysły miałem całkiem niezłe. Na przykład chciałem, by kociak skakał sobie po meblach i to dwukrotnie: raz w normalnym stanie, drugi raz na głupim Jasiu, po kastracji.

Dla kota przewidziałem i inne atrakcje. Na przykład wyobraziłem sobie, jak skacze na gołe plecy gościa uprawiającego żywiołowy, namiętny seks. Skacze na ich środek, między spocone łopatki, wysuwając pazury. Tego rodzaju pomysły czerpałem, niestety, z własnego doświadczenia.

Całej tej zabawie towarzyszyła głębsza idea. Kot żyje przecież wśród ludzi – i o ludziach widzianych kocimi oczyma pragnąłem opowiedzieć. Wyobraziłem sobie zwyczajną studencką parę, która bierze kocie szczenię, jak imprezują, uczą się, urządzają sobie romantyczne kolacje i skaczą do oczu. Potem przychodzi dorosłość, dziecko, ślub i kredyt. Zdarza się kryzys, zdrada. Być może rozwód, może pogodzenie. Gracz w moim zamyśle mógł po prostu przechodzić kocie questy, albo przyglądać się zwyczajnym losom tym dwojga.

Przekonany o genialności pomysłu pobiegłem do developerów. Byłem niemal pewien, że zaraz podpiszemy umowę. Każdy, bardzo uprzejmie, powiedział to samo: niewykonalne, drogie i bez sensu. Posmutniałem, ale na krótko. Przecież to tylko pomysł, a ja mam dużo innych pomysłów.

Do dziś sądzę, że coś w tym było, jakaś skromna prawda. Koty, ze swoim krótkim, piętnastoletnim czasem życia, uświadamiają nam, jak zmieniamy się w ciągu tych lat. Pamiętam swojego kota Prezesa, któremu poświęciłem aż dwie książki. Gdy przyjmowałem tego rozbrykanego drapichrusta, jakoś w 2001 roku, byłem zupełnie innym człowiekiem, niż jestem teraz. Głupim, drapieżnym, próżnym, idealistycznym. Szkoda czy nie szkoda? To nie ma znaczenia. Po prostu się zmieniłem.

Jeden człowiek przyjął Prezesa pod swój dach. Inny – niedawno – pochował.