O łaźniach węgierskich 

baths

Madziarom zazdroszczę tradycji termalnych. My, Polacy, jesteśmy od nich nieszczęśliwie wolni. Nie uważam, aby z polską tradycją było coś niewłaściwego. W gruncie rzeczy wydaje mi się całkiem zwyczajną mieszaniną dobrego i złego, jak u wszystkich. No, ale termy to by się przydały.

Kiedy – dawno temu, w innym życiu – ostatnim razem byłem w Budapeszcie, mój przyjaciel namówił nas na termy. Trudno mi sobie przypomnieć, które to akurat były, ale chyba te największe, z mnóstwem najróżniejszych saun, sadzawek i basenami pod gołym niebem. Trafiłem tam akurat w styczniu. Skromnie odziany jedynie w kąpielówki wybiegłem na mróz i zaraz hyc do ciepłej wody. Obok potężni, wąsaci Węgrzy przestawiali figury na pływających szachownicach, a nade mną, w masie ciepłego powietrza, skraplały się ciężkie płatki śniegu.

Drugi raz poszedłem dzisiaj, już do innej łaźni – tu przynajmniej pamiętam nazwę, termy Lukasa – i przez dwie godziny taplałem się beztrosko niczym wolny od pokus ciała starzec. Do basenów prowadziły kamienne schody. Na ścianach otwierały się cegły, kruszały płaskorzeźby. Basen znajdował się pod rdzawą kopułą, a jedyne źródło światła dawały umieszczone w niej małe, przeszklone lufty. Zniknął czas. Była tylko ta woda siarczana i ludzie w niej zanurzeni. Siedzieli tak jak dwadzieścia, może sto lat temu. Gdyby nie tatuaże, też byłbym bezczasowy.

Łaźnia jest jedynym znanym mi miejscem, gdzie nie ma smartfonów. Oto enklawa wolna od klikalności. Lubię ją także z innych powodów. Uwielbiam starych Węgrów z ich brzuszyskami, z resztkami włosów lepiącymi się do karków, z wąsami, sękatymi kolanami i luźną skórą na ramionach. To potężni mężczyźni, lecz ta potęga nie zasadza się już na fizyczności, lecz (chyba) na tej głębszej sile, będącej podstawą siły ciała, głowy, ducha. W łaźni też wolno być brzydkim. Większość ludzi, których tam widziałem, miała brzydkie, stare ciała – a w ich zgodzie na ten stan rzeczy, w naturalności bycia dostrzegłem wielkie piękno. Wielkie piękno w brzydocie – wiem, jak to brzmi. Ale tak właśnie jest.

.