Tydzień z głowy (472)

O dwóch kominach elektrociepłowni w Łęgu

IMG_2058

Każdemu coś tam kojarzy się z domem. Dla niektórych będzie to banalny zapach babcinego ciasta, dla innych knajpa-osiedlanka, dla jeszcze innych woń przetrawionej wódy i ciężka pięść tatuśka. Dom jest pojęciem pojemnym i takie też skojarzenia wywołuje.

Mnie dom kojarzył się z dwoma kominami elektrociepłowni w krakowskim Łęgu. Tak się składa, że mieszkam niedaleko tego fantastycznego miejsca. Co prawda okna mojego mieszkania wychodzą na zachodnią część Krakowa, ale to przecież nie ma znaczenia. Zawsze mogłem podejść do okna na klatce schodowej – wówczas moim oczom ukazywały się te dwie muskularne france, te rdzawe pały sterczące ze stali i gruzowiska. Oczywiście jestem człowiekiem nudnym i rozsądnym. Nie wychodziłem z domu, aby popatrzeć na kominy.

Nieustannie jeżdżę. Niechętnie wychodzę, za to z radością wracam do swojej oswojonej i bezpiecznej przestrzeni. Ponieważ Kraków znajduje się na południu, niemal zawsze nadjeżdżałem z północy. Siedziałem w pociągu i robiłem rzeczy pociągowe: pisałem, oglądałem filmy, czytałem książkę. Krajobraz za oknem niewiele mnie obchodził, ale raz na jakiś czas spoglądałem w okno, czy przypadkiem nie widać już dwóch kominów łęgowskiej elektrociepłowni wyrastających z horyzontu. Wówczas mówiłem sobie: „Ale fajnie, Orbitowski, niedługo będziesz w domu”.

Pewnego razu zobaczyłem, że jest tylko jeden komin, i świat usunął mi się spod stóp. Myślałem, że zaszła jakaś pomyłka i ten samotny komin jest zupełnie innym kominem, wzniesionym gdzie indziej w jakimś odmiennym celu. Przecież nie może być tak, że nagle znikają kominy. No, ale trzeba było się z tym pogodzić. Było i nie ma, a ja dalej będę przyjeżdżał i wyjeżdżał, usadowiony przy oknie w pociągu.

Potem zobaczyłem film z rozbiórki komina, całkiem imponujący. Muskularne urządzenie umieszczone na szczycie rozbierało tę konstrukcję na kawałki, wygryzając kęsy cegieł. W toku tej mozolnej operacji komin malał i kruszał, stając się coraz mniej kominem, aż wreszcie zniknął zupełnie, pozostawiając swojego samotnego towarzysza. Problem w tym, że ten samotny komin nie kojarzy mi się z domem, muszę dopiero dla niego jakieś skojarzenie wymyślić.