tydzień z głowy (475)

40

IMG-2232

Byłem pewien, że nie dożyję. Przyjaciel przypomniał mi niedawno, jak za młodu bawiliśmy się perspektywą rychłej śmierci. Zastanawialiśmy się mianowicie, jak będziemy wyglądali w wieku lat czterdziestu. Nabrałem na palec popiołu z popielniczki i powiedziałem: „O tak”. A jednak żyję. Więcej nawet, cieszę się doskonałym zdrowiem, wiem, dokąd zmierzam, czego chcę i czego potrzebuję.

Mam dwie prace, obie dość trudne, ale bardzo satysfakcjonujące. Mogę przyrównać je do wycieczek wysokogórskich. Gramolenie się po jakichś turniach i graniach trudno uznać za przyjemność w prostym, hedonistycznym sensie, ale jednak ludzie walą w Karpaty. Moment na szczycie wynagradza trudy. Innymi słowy, praca jest mi namiętnością, a nie poświęceniem.

Mam dom, czyli miejsce, do którego wracam z radością i jestem z radością przyjmowany. Miewałem już taki i nie przypuszczałem, że zdarzy mi się jeszcze coś podobnego. Zapomniałem, jak dobrze jest mieć dom, jak bardzo to potrzebne. Mężczyzna bez domu, tak sobie myślę, jest trochę mniej mężczyzną. Dom daje przestrzeń i sens dla każdego ruchu. Za jego sprawą w przyszłość spoglądam bez lęku.

Jestem bardzo kochany przez wielu zacnych ludzi i czasem jest tak, że nie wiem, co z tą miłością zrobić. Wydaje mi się czymś, na co w żadnym razie nie zasłużyłem. Czasem jednak myślę, że ci wszyscy ludzie, którzy mnie kochają, nie są kompletnymi idiotami, więc może istnieje jakieś uzasadnienie dla tej miłości. Znam swoją ciemność. Znam swoje zło. Kto wie, może zdołam dostrzec w sobie i to uzasadnienie?

Wczoraj miałem prapremierę nowej powieści połączoną z bibką urodzinową. Na spotkanie autorskie przyszło mnóstwo ludzi, w większości mi nieznanych. Ośmielam się sądzić, że byli to czytelnicy. Przez wiele lat na premierach własnych książek mówiłem do paru osób. Teraz nie mogli się zmieścić. Potem napiłem się whisky, patrzyłem na kochane, przyjacielskie mordy i myślałem o tym, jak wielkie mam w życiu szczęście. A potem coś ukłuło w sercu. Pomyślałem: „Tato, szkoda, że tego nie widzisz. Przez większość życia martwiłeś się o mnie, zapewne słusznie, i nie wiesz, nie możesz zobaczyć, że wreszcie jestem bezpieczny”.