Tydzień z głowy (476)

O jesieni

bruin-asleep-in-the-blueberry-bushes-bamsen-sover-i-blaablyngen-1900

Grafika: Theodor Kittelsen

Jesienią, wieczorem, gdy jestem na mieście, odnoszę wrażenie, że śnię. Ludzie wydają się więksi w tych swoich kurtkach i płaszczach. Światła tramwajów i samochodów rozpraszają się w deszczu. Dzieci włażą w kałuże, a słońce zachodzi już o czwartej. Wszystko wokół jest, kurwa, niemożliwe i w chuj skandaliczne.

Na siłowni urządzają drzwi otwarte, z których może skorzystać każdy, kto przypomniał sobie, że ma ciało, i pragnie je upiększyć, najlepiej w jedno sobotnie popołudnie. Gruba baba plącze się w gumkę do rozciągania, zaczyna dyszeć, rozprostowywać palce i wygląda kubek w kubek jak Elmer Fudd, któremu królik Bugs przyłożył do nosa wyrwaną dwururkę. Tipsiary i studentki obłażą maszyny i stukają w komórki, jakby od tego, a nie od powtórzeń, schodziły nienawistne kilogramy. Ojcowie rodzin potykają się o hantle, ale najgorsi są biegacze przechwalający się swoimi osiągnięciami nawet w saunie i pod prysznicem.

W pobliskim markecie istne pandemonium, którego nie osłodzą nawet znicze przecenione po Wszystkich Świętych. Doprawdy, gdybym teraz skonał, można by oświetlić mi grób naprawdę po taniości. Tymczasem żyjący tłoczą się do dwóch jeno czynnych kas. Kolejka ciągnie się przez całą alejkę, zahaczając jeszcze o zaułek z wódą. Połowa oczekujących osuszyłaby teraz pół litra jak nic. W końcu niedziela, rodzinność trzeba przetrwać, przemęczyć. Póki co stoimy. Ludzie sapią, klikają, klekocą wózkiem o wózek i szepczą. Powietrze drży od oskarżeń i podejrzeń, powiedzianych i pomyślanych. Kto zawinił? Czemu stoimy? Czy kasjerzy zasłużyli na podwyżki? Czy przez te podwyżki część z nich zwolniono? Czy pracują powoli, bo są dobrze opłacani? Dlaczego jeszcze nie ma tu automatów?

Kontrolerzy biletów raptem robią się mili. Jadę tramwajem, wskakują kanary, szukam portfela i uświadamiam sobie, że zostawiłem go w szafce, po treningu. Kanar podchodzi, tłumaczę mu, jak to wyszedłem bez dokumentów, chcę dopowiedzieć coś jeszcze, a on macha rękę i idzie. Dlaczego? Bał się, uznał, że nie warto, czy kierował się innym powodem? Lub, mówiąc trafniej, coś nim kierowało? Może zmiana w kanarach jest częścią innej wielkiej zmiany? Tej jesieni policjanci staną się odważni, księża oszczędni, nauczyciele oczytani, robotnicy pracowici, dziwkom pod fiszbinami wyrosną nagle dobre serca, a pisarze, ci strażnicy sumień, po raz pierwszy zainteresują się kimkolwiek i czymkolwiek poza sobą.