tydzień z głowy (485)

Posted on 8 stycznia 2018

O sąsiedzie

Arnold_Böcklin_-_Die_Toteninsel_III_(Alte_Nationalgalerie,_Berlin)

Dzielnica Krakowa, w której teraz mieszkam niegdyś słynęła z ogrodów. Stoi tutaj dawny pałac letni królów polskich. W dwudziestoleciu międzywojennym rezydowało tutaj wojsko. Zresztą i ja mieszkałem w tych rejonach, dawno temu. To właśnie w tej okolicy Giełdziarz z „Horror show” wspinał się po piorunochronie.

Ostatnia dekada upłynęły  pod znakiem prawdzie polskiej, czyli chaotycznej rozbudowy. Wszędzie powyrastały bloki, kretyńsko nazywane apartamentowcami, są wstrętne, chaotycznie rozmieszczone, brakuje przy nich nawet chodników, no ale w jednym z takich bloków, czy nawet w apartamentowcu, mieszkam sobie ja.

Między blokami – tymi nowoczesnymi i tymi z lat siedemdziesiątych – można wypatrzeć trochę starych domów, głównie przedwojennych wilii.  Tak się składa, że jedna znajduje się na mojej ulicy. To jednopiętrowy domek w zabiedzonym ogródku. W tym ogródku stoi sąsiad i patrzy na psa.

Sąsiad ma może siedemdziesiątkę, nosi flanelową koszulę i workowate spodnie podciągnięte pod splot słoneczny. Krzyżuje ramiona na piersiach jakby chciał połamać sobie żebra. Ma haczykowaty nos i nastroszone brwi. Jego twarz mogłaby należeć do zbrodniarza wojennego, wyciągniętego z jakiejś mysiej dziury w La Paz czy też Buenos Aires.

Stoi i patrzy na psa. Ani drgnie. Jego brwi przypominają szron na patyku. Oczy pod nimi też są chłodne.

Przypuszczalnie mieszka tutaj od dziecka, może nawet urodził się w tym domu, ewentualnie dostał go za jakieś zasługi w młodości. Dawno temu miał dom wśród zieleni. Widział, jak budują tutaj czteropiętrowe bloki, jak podciągają linię autobusową, a spokojną wcześniej ulicą zaczęły śmigać syrenki, zaporożce i fiaciki. Pewno myślał, że na tym się skończy, ale nagle, na początku jego starości pobudowali te apartamentowce, syrenki, zaporożce i fiaciki zmieniły się w ople, passaty oraz fordy, przy czym jest ich jeszcze więcej.

Sąsiad jest bezsilny. Wszystko co ma, to swój upór i złość. Stoi i patrzy na psa, nie dlatego, że go kocha, ale żeby nie patrzeć na apartamentowce, na to wszystko, co zdarzyło się wokół niego przez ostatnie pół wieku, od czasów, gdy był młody i mieszkał w cichej willowej dzielnicy na obrzeżach miasta.