Tydzień z głowy (496)

Posted on 26 marca 2018

O wiośnie

 wiosna

Giuseppe Arcimboldo, Wiosna, XVI wiek.

Z początkiem marca pisarze zaczynają się wiercić w swoich zimowych legowiskach. Najśmielszych przedstawicieli tego ginącego gatunku da się zaobserwować na balkonach, jak palą cudzesy, odziani w spodnie dresowe i klapki. Nieco śmielej zapuszczają się do pobliskich Żabek i Biedronek, a w internecie umieszczają piosenki o śmierci z nieco mniejszą częstotliwością.

Wydłużające się dnie oznaczają zmianę futra z zimowego na letnie. Do łask wracają ramoneski narzucone na podkoszulki. Prawdziwego pisarza nic nie odwiedzie od odwieszenia kurtki zimowej na kołek, a z pewnością nie uczyni tego nawrót ujemnych temperatur. Pisarz uzurpuje sobie prawdo do nieomylności, jak również kreacji rzeczywistości. Skoro nastała astronomiczna wiosna, to musi być ciepło, choćby nasypało śniegu pod drugie piętro. W konsekwencji, pisarz spędza pierwsze, prawdziwie słoneczne dni z nosem czerwonym jak lamborghini. Żre tabsy, chłepcze gripex i przekonuje samego siebie, że ani trochę nie jest chory.

Pisarskie myśli wcale nie ciążą ku twórczości. Wręcz przeciwnie – składaniu słówek sprzyja raczej zima. Zasmarkany pisarz rozmyśla o tych długich, słonecznych dniach kiedy przysiądzie sobie z książką w parku, gdzie będzie przygadał się zakochanym parom oraz rodzicom z dziećmi, nie kryjąc swego obrzydzenia. Czarne, pisarskie serce wyrywa się ku ogródkom piwnym, w których można zasiąść, chłeptać bronka, pocić się w słońcu i śmierdzieć. Ulubionym gadżetem pisarza są ciemne okulary. Pozwalają na bezwstydne podglądactwo, tak ważne w tym trudnym zawodzie.

Wiosna oznacza początek pisarskiej pełni, jasny ruch w kierunku lipca, i mnóstwo nowych nadziei. Pisarz, nim strąci śpik z kinola westchnie ku perspektywie wkurwiania rowerzystów i rozjaśnia swą duszę obietnicą nocnego powrotu z knajpy w samym podkoszulku. A potem drży, że to wszystko nie nastąpi. Przecież ma katar. Dla pisarza (który przecież nigdy nie choruje) oznacza to bliskość śmierci. Więcej nawet: pisarz pisze swój dziennik świadom, że nastała jego ostatnia godzina.