tydzień z głowy (498)

Posted on 9 kwietnia 2018

Ani słowa, ciepło jest.

all_work

Dziś nie piszę bloga, nie ma chuja we wsi.

Nie piszę, bo jest pierwsza prawdziwie wiosenna niedziela, przez okno wpada mi słońce, słucham sobie nowego Voidhanger, gram Dooma i czekam co przyniesie dzień. Pisanie bloga – czegoś tak archaicznego, niszowego, zbędnego tak z artystycznego, jak i biznesowego punktu widzenia – po prostu mija się z celem.

Nie piszę, bo przejdę się na miasto. Pod galerią Kazimierz mają jakiś festiwal foodtrucków, przejdę się i zjem burgera, jakąś fikuśną kiełbaskę, ostatecznie pizzę czy coś. Jest już ciepło, będzie jeszcze cieplej, poparuję sobie, pośmierdzę na świeżym powietrzu a potem, wracając do domu, wychłepczę jakiegoś browara w tak zwanym centrumie. W perspektywie takich szczególnych wydarzeń pisanie bloga jawi się czymś niedorzecznym.

Wieczorem znajomy ma wystawę swoich prac, na którą pójdę albo i nie pójdę, zależy jak mi się będzie chciało, no ale jednak pewno nie, bo na wystawy chodziłem za bajtla i w sumie mam ich dosyć. Prócz Voidhanger mam jeszcze płytę Iperyt i demówki Deicide na winylu, które też mam ochotę przesłuchać. Pooglądam sobie serial „Terror”, poczytam książkę pod tytułem „Terror” w konsekwencji czego terroryzowanie się blogiem uważam za nadmiar okrucieństwa względem siebie.

Nie interesuje mnie ciekawe życie, ze wstrętem odwracam głowę od wszelkich ekscytacji, lecz i tak czuję się przeżarty kleikiem wrażeń, że każde słowo wyrażone na blogu spowoduje odruch wymiotny, którego wolałbym uniknąć. Internet jest pełen filmów czekających na kradzież, mogę przecież przejść się do pubu Drewutnia, albo – co wydaje mi się daleko rozsądniejszym pomysłem – wziąć jeszcze jedno piwo i poczłapać na balkon. Posiedzę w wieczornym słońcu, popatrzę sobie na plac budowy, na samoloty schodzące do Balic, na cały ten świat bez znaczenia, na jego bezsensowne piękno.

Nie napiszę dziś bloga i już.