Tydzień z głowy (515)

Już dosyć

unnamed

Jak co roku siedzę sobie w domu, nieco zmęczony po festiwalu Brutal Assault, który odbywa się w Czechach. Jeżdżę tam od dziesięciu lat i jeśli mnie pamięć nie myli, odpuściłem tylko raz, w 2010 roku.

To piękna powtarzalność – to samo miejsce, ci sami ludzie, ta sama muzyka i ten sam kurz, którego tumany wznosiły się w palącym słońcu. Paskudne piwo festiwalowe. Najgorsze żarcie na świecie. A także basen i rozmowy trwające do nocy. Pogaduchy, zwierzenia, poczucie bliskości. Oraz owce, które mijaliśmy zawsze przemierzając trasę między bursą a terenem festiwalu. Stały się już symbolem Brutala. Mam nawet oficjalny kufel z taką właśnie, złowrogą, metalową owcą.

Z wrażeń muzycznych najmocniej wszedł mi Tormentor, nie tylko dlatego, że niewiele kapel świeżo po reaktywacji prezentuje tak wysoki poziom wykonawstwa. Metal jest w swojej najgłębszej treści niepoważny, bajkowy. Jego zło i ciemność mają, powiedzmy sobie szczerze, dość dziecinny charakter. Nie mam z tym problemu, ale oglądając występ Tormentor niepodziewanie poczułem, że obcuję z czymś naprawdę złym i niebezpiecznym. Przez moment (krótki ale jednak) przestraszyłem się muzyki.

Usłyszałem niedawno, że już mi nie przystoi, bo w końcu mam 41 lat, udane życie zawodowe i generalnie przystoją mi rzeczy poważne, a nie niepoważne. Wcale tak nie sądzę. Moja powaga wyraża się także przez niepowagę, przez zgodę na głupotę i śmieszność. To także jest rodzaj odwagi.

Ale odpuszczam. Po dziesięciu latach pora zakończyć tę brutalną przygodę. Myślę, że lepszej okazji nie będzie, bo ta edycja festiwalu wyróżniała się wysokim poziomem kapel i tzw. spokojem towarzyskim. Nie było żadnych przygód. Nikomu właściwie nic się nie zdarzyło. A odpuszczam, bo w te wakacje byłem w domu może przez trzy tygodnie, żyję na walizkach i wiem, że prędko się to nie zmieni. Tęsknota za bliskimi, za domowym śniadaniem i własnym łóżkiem przeważa i tyle.

A zatem dziękuję wszystkim za dziesięć lat brutalnej przygody. Mam na myśli zwłaszcza ludzi, których widywałem tylko raz do roku w Czechach. Trzymajcie się ciepło. Oczywiście nic nie jest przesądzone i dopuszczam możliwość, że jeszcze kiedyś przyjadę na Brutala. Na przykład za trzydzieści lat. Jako staruszek z laseczką. Przykuśtykam obok owiec, jeśli będą jeszcze jakieś owce, jakiś metal, jakiś Brutal i ja.