Tydzień z głowy (516)

Bezsenność i lęk

 dragon

Przez lata łóżko miało kolce i kły. Leżało mi w mieszkaniu, milczące i wrogie jak smok. W domu zawsze znajdował się mebel, który był mi nieprzyjacielem.

Nie przyjmowało mnie do siebie. Kaleczyło palce i drapało w oczy. Wiłem się na jego białym języku. Szarpałem się z nim i prosiłem o litość. Próbowałem zabić to łóżko, tego smoka, a ponieważ długo nie potrafiłem, usiłowałem niezdarnie zabić przynajmniej siebie. Gniotłem własny kark i tłukłem się po brzuchu.

Potwór żuł mnie i mlaskał. Wypluwał nad ranem, całego oślinionego. Miałem suche płuca, a pod skórą brud. Nienawidziłem siebie suchego i brudnego. Za dnia smok spał smacznie, w odróżnieniu ode mnie. Wiedział, że nocą spotkamy się ponownie. W jakiś sposób całe moje życie  – pisanie, kochanie – było niczym więcej jak ucieczką przed nocą.

W końcu zwyciężyłem. Z cudzą pomocą jak Herakles – pokonałem smoka. Jego martwe ciało osiadło w mieszkaniu jak powalone drzewo i zmieniło się w bagno.

Śpię w wodzie. Mam mokro. Wiercę się w kokonie z wilgoci. Ta wilgoć oblepia mnie całego i wpycha się do ust. Jestem tuż pod powierzchnią trzęsawiska i naprawdę czuję się jak ci nieszczęśni wojownicy, których Frodo spotkał w rozlewisku topielców. Leżę sobie, żółty i ślepy. Czuję jak ktoś mi się przygląda. Jak ktoś nade mną wędruje.

Nawet nie próbuję z tym walczyć. Jestem wojownikiem i zabijam smoki. Ale żaden miecz nigdy nie pokonał bagna.