Tydzień z głowy (524)

Talia kart

 IMG-0194

Mój jedenastoletni  syn poprosił mnie, żebym kupił mu karty do gry. Pokerek z kolegami mu się marzy. Kupiłem z ochotą, bo uważam, że każdy chłopak powinien umieć grać w karty. Sam dużo grywałem, w tysiąca, w trzy pięć osiem, w remika, w pokera na drobne kwoty, no i w kibel, w dupę biskupa także.

Talię kupiłem na poczcie, kosztowała pięć złotych i nagle przypomniałem sobie, że grania w karty nauczył mnie mój własny ojciec. Zaczęliśmy oczywiście od gry w wojnę, potem przyszedł tysiąc, poker i parę innych gier, których już nie pamiętam. To znaczy pamiętam na czym polegały, tylko nie potrafię znaleźć właściwej nazwy. Chętnie dopowiem, że mój dobry, kochający ojciec pokazał mi również grę w kości, którą ukochałem ponad karty. Może pewnego dnia Julek też ją polubi?

Z tymi kartami były zresztą kefiry. Część rodziny dostrzegła w nich próbę zdemoralizowania słodkiego, kruchego dzieciątka, za jakie przyszło mi uchodzić. Obawiano się, ze zostanę zawodowym hazardzistą, albo przegram kredki z tornistra. Diabeł jeden wie. Ale tato pozostał nieugięty i rżnął ze mną w te karty ile wlezie. Pokazał kilka sposobów tasowania i wbijał asa znad głowy.

Podobno był całkiem niezłym graczem. W młodości żył z różnych dziwnych rzeczy (tak jak i ja żyłem), w tym z renowacji obrazów w wiejskich kościołach. Wieczorami zwykł siadać z proboszczem do kart i flaszki. Jeśli wierzyć jego opowieścią wygrywał przynajmniej drugą dniówkę. Stąd wiem też, że księżą zawsze są przy forsie, mają pełne piwniczki i nie idzie im w kartach.

Z tatą przestałem grywać kiedy poszedłem do liceum. Taki głupi czas. Za to zawsze gdy jechałem na wakacje albo zimowisko, zabierałem ze sobą talię kart. Tato jeszcze przez długie lata grywał w remika ze swoją żoną. Pamiętam go dobrze, jak siedzi w kuchni, ściska szeroki wachlarz kart w swoich wielkich łapach, kombinuje jak by tu z nich zejść i nie przegrać swojej partii, oczywiście przegrywa bo żona jest lepsza w te klocki, więc tato składa wachlarz i w tabelce, cyfrowo wyrażony zapisuje rozmiar swojej klęski.

Nie umiem uwierzyć, że nie ma go już rok.