Tydzień z głowy (525)

Przyjemna lekkość śmierci

vanity-philippe-de-champaigne

Znowu nie wiem o czym powinienem napisać. Nie czuję nawet powinności pisania. Rzeczy się dzieją, ja się sobie dzieję i po prostu jestem.

Piszę książkę, która, mam nadzieję, będzie dobrą książką, być może nawet najlepszą ze wszystkich, jakie dotąd napisałem. Tak sądzę w tej chwili, ale jutro, być może nawet o czwartej rano zmienię zdanie i uznam, że „Kult” jest czymś żałosnym, nieudanym, jakąś nietrafioną próbą znalezienia sobie nowego miejsca w literaturze polskiej.

Robię swój program i co ciekawe przy każdym odcinku odczuwam dokładnie te same emocje co prawie trzy lata temu: strach i ekscytację. Cieszę się perspektywą spotkania i rozmowy z nieznanym sobie (osobiście) człowiekiem, boję się, że tę rozmowę koncertowo spierdolę. Ciekawe, bo literatura nie dostarcza tego rodzaju ekscytacji. Albo inaczej – oferuje ekscytacje o odmiennym natężeniu, czyli momenty euforii kołyszące się na bezbrzeżnych wodach znużenia.

Robię grę komputerową. Tak w ogóle się jeszcze mówi? Gra komputerowa. Zawsze chciałem i nigdy nie przypuszczałem, że będzie mi dane. Dla odmiany, tutaj towarzyszy mi przede wszystkim lęk skontrastowany z perspektywą przygody na nieznanym lądzie. Nigdy czegoś podobnego nie robiłem. Nie umiem przecież, choć grałem przez większość swojego życia i wydaje mi się, że wiem o co chodzi w te klocki.

Prócz tego robię coś tam jeszcze, projekty, projekciki. Prowadzę życie rodzinne i towarzyskie. Piję whisky. Oglądam filmy, gram i czytam. Martwię się swoimi projekcikami. Dławi mnie strach o przyszłość najbliższych i w kompletnie nierozsądny sposób widzę siebie jako czynnik sprawczy, od którego tak wiele zależy.

A niedawno przeciąłem się z kumplem i pogadaliśmy sobie o naszych umarłych. „Patrz, ten już ziemię gryzie, wydawał się taki niezastąpiony, a tak naprawdę nic się nie zmieniło”, rzekł ten mój kumpel, „po staremu robimy swoje, mamy co robić, mamy radości i kłopoty, pomyśl o tym czasem, jak wielką wolność i ogromny spokój znajdujemy w myśli o śmierci. Ty też umrzesz i tak naprawdę nic się nie zmieni.”.

Tak, stary. Już wiem, że właśnie tak jest.