tydzień z głowy (527)

Jak odbierałem nagrodę we Wrocławiu.

 IMG-0375

Przyznano mi Srebrną Odznakę Zasłużony dla Województwa Dolnośląskiego. To miłe i cenne wyróżnienie. W gruncie rzeczy nawet zasłużone. Nie oceniam swojej pracy zbyt wysoko, ale akcja moich dwóch powieści dzieje się na Dolnym Śląsku, a właśnie piszę trzecią.

Ponieważ ze względu na rozliczne obowiązki zawodowe nie mogłem być na wręczeniu, uzyskałem zgodę na odbiór indywidualny. Z dziewczyną jechaliśmy na Festiwal Opowiadania we Wrocławiu, okazało się, że można połączyć jedno z drugim, w konsekwencji czego prosto z dworca pojechaliśmy do Urzędu Wojewódzkiego. Moja dziewczyna wystroiła się na tę okoliczność, a mnie została wielka walizka do targania. Te dwa szczegóły, odpicowane dziewczę i wielka walizka, odgrywają ważną rolę w finale tej opowieści.

Zostaliśmy bardzo miło przyjęci. Przewodniczący Sejmiku Wojewódzkiego przypiął mi medal. Poczułem się szczerze wzruszony, może dlatego, że jeszcze nigdy nie dostałem żadnego odznaczenia. Ale przecież fajnie jest wiedzieć, że moja praca nie idzie na próżno i jest doceniania. Każdy artysta tego potrzebuje.

Potem posiedzieliśmy trochę, zjedliśmy ciastka, napiliśmy się kawy, pogadaliśmy trochę o Wrocławiu, a także o Oławie, któremu to miastu poświęcam powstającą właśnie książkę. Trzeba było się zbierać, więc powlekliśmy się korytarzem urzędu i dalej w dół, szerokimi schodami. Mówiąc precyzyjniej, moja dziewczyna szła krokiem prawdziwej damy, wolnej od wszelkiego ciężaru. Wlokłem się tylko ja, w dresowych spodniach, skórzanej kurtce, czapce z daszkiem i z tą wielką walizką.

W następnym tygodniu dotarły do mnie plotki, jakie krążyły po rzeczonym urzędzie. Mówiono, że odwiedziła go jakaś wielka aktorka, czy też piosenkarka, celem przyjęcia Srebrnego Odznaczenia. Wpadła, raczyła przyjąć medal i udała się do taksówki. Towarzyszył jej tragarz objuczony tobołami, jakiś ponury, mrukliwy typ. Wielki, a ledwo tę walizkę ciągnął.