Tydzień głowy (532)

Posted on 10 grudnia 2018

Tajemnica kawy

IMG-0613

Odkąd pamiętam mój poranek zaczyna się w ten sam sposób. Otwieram swe śliczne oczęta, mówię „kurwa” i człapię kuchni zrobić sobie kawę. Jeśli jestem poza domem, w hotelu, przygotowuję sobie kawę sypaną (jeśli jest czajnik i saszetka), ewentualnie schodzę do restauracji, żeby kawę sobie kupić. Dopiero jak ją wypiję mogę czytać internet, jeść, pracować. Bez kawy jestem człowiekiem nie funkcjonującym.

Po śniadaniu wypijam drugą kawę, koło dziesiątej trzecią, wedle południa wychylam czwartą i byłoby tego. Cztery kawy, dzień w dzień, od siódmej rano do południa.

Nie mam pojęcia jak to się zaczęło. To znaczy nie umiem stwierdzić kiedy, w jakich okolicznościach zacząłem pić kawę i w jaki sposób ukonstytuował się kawowy porządek, który opisuję. Pierwszej kawy również nie pamiętam. Dziwna sprawa, bo nie mam problemów z pamięcią odnośnie innych ważnych rzeczy i momentu, w którym pojawiły się w moim życiu. Mogę dokładnie opisać okoliczności, w jakich wypiłem pierwsze piwo. To samo z winem i wódką. Pamiętam pierwszy pocałunek, pierwszy seks, pierwszego papierosa, pierwszą noc poza domem, pierwsze wakacje, pierwsze samodzielne mieszkanie czy pierwszy pobyt w Warszawie. Odnośnie kawy mam czarną dziurę. Jak kawa.

Przecież kawy nie piłem jeszcze w liceum, a na studiach już tak. Konkretnego momentu nie potrafię jednak wskazać. Kiedy nastąpił? Co sprawiło, że pomyślałem „a teraz wypiję sobie kawę”.

Może ojciec mnie tego nauczył? Tatko również zaczynał dzień od kawy. Wstawał bardzo wcześnie, dużo wcześniej niż ja. Niekiedy nawet o piątej. Szedł do kuchni i szykował sobie kawę w imbryczku. Nie mam jednak żadnych wspomnień związanych z ojcem, porankiem, kawą i mną. Kawę pijaliśmy, jak go odsiedziałem, ciągle z imbryczka, zawsze z tych samych filiżanek. Oznacza to jednak, że z kawą byłem już za pan brat.

Przyjmijmy, że piję kawę od dwudziestego roku życia. Mam teraz czterdzieści jeden, co oznacza, że piję cztery kawy dziennie od dwudziestu jeden lat. Daje to, jak łatwo obliczyć, ponad trzydzieści tysięcy kaw. Przecież tyle razy się nawet nie całowałem. Nie wypiłem tylu piw i kieliszków wódki. Przypuszczalnie nie zjadłem tylu posiłków. A nie pamiętam. Gdybym się uparł, mógłbym przemnożyć też objętość filiżanki. Wówczas poznałbym rozmiary wypitego morza kawy.

Tajemnica kawy pozostanie jednak nie rozwiązana. Już zawsze będzie zagadką. Jak to się zaczęło? Przyjmijmy, że nie zaczęło się nigdy i jestem człowiekiem, który zawsze pijał cztery kawy dziennie.