tydzień z głowy (531)

Posted on 3 grudnia 2018

Powrót do domu

 vangoghmuseum-d0365V1962-3840

Czym jest dom? To przecież nie pomieszczenie, które ma dach i cztery ściany. Mieszkałem w wielu takich, a żadne z tych miejsc nie było domem.

Rok temu z dziewczyną wprowadziliśmy się do mieszkania w Krakowie. Urządzaliśmy je od zera, bo jako wieczny wędrowiec miałem dwa talerze, nóż i wygięty widelec. To kawał roboty. Każde z nas zrobiło co tylko mogło i mam pewność, że daliśmy z siebie wszystko. Zajęliśmy się nawzajem naszymi dziećmi i jakoś pchamy ten wózek, okrągły rok.

Koniec listopada upłynął mi w rozjazdach. Kręciłem się po Polsce jak gówno w przerębli. Było mi zimno, potwornie zimno w jakiś wyjątkowo przykry, nienaturalny sposób. Temperatury nie były przecież syberyjskie, miałem czapeczkę i sweter, oraz kurtkę zimową do której zakupu zmusiła mnie moja dziewczyna.

A jednak marzłem, dosłownie trząsłem się z zimna. Marzło mi całe ciało: uda, plecy, przysięgam, marzła mi nawet głowa. Marzłem w pociągu, w restauracji, w hotelu, w mieszkaniu, w kawiarniach i studiu telewizyjnym. W tym ostatnim rzeczywiście piździ jak w Irkucku. Nocą otulałem się kołdrą i dalej byłem zmarznięty.

Próbowałem z tym walczyć jak tylko mogłem. Przekonałem się na przykład do herbaty. Ten napój ostatnim razem przyjmowałem, jak chodziłem do przedszkola. Wlałem w siebie z pięć herbat. Jadłem wyłącznie ciepłe posiłki. Nic nie pomogło. Nie wiedziałem nawet co właściwie mi się dzieje. Nie miałem kataru ani gorączki.

Wróciłem do domu. Czekała kolacja. Nażarty poszedłem do łóżka i przytuliłem się do mojej dziewczyny. Z reguły tak nie robię. To znaczy, często się tulimy, ale chodzimy spać o różnych porach. Tym razem było inaczej. Leżałem z zamkniętymi oczami, długo, długo, bo było zbyt wcześnie abym poszedł spać. Przestałem się trząść. Zrobiło mi się ciepło.

Durny chłop wreszcie się ogrzał. I chyba na tym właśnie polega dom.