Tydzień z głowy (540)

Posted on 4 lutego 2019

Ciemne noce

sleep-reason-640

Miarą dobrego życia jest okropność nocy. Im mniej okropnych nocy, tym życie jest lepsze.

Całe moje pisanie wzięło się także z bezsenności. Leżałem w łóżku, nie mogłem spać przez noc albo u trzy pod rząd. Wściekałem się na siebie, na niespokojną duszę i wrogie mi ciało, a także obracałem w głowie najróżniejsze figury i wydarzenia. Układałem je sobie, aby odegnać myśl o śnie. Z tych nocy są moje czarne książki, do „Innej duszy” włącznie.

Potem, bardzo powoli, zacząłem jednak sypać. Opornie, niechętnie powracał sobie sen i zdarzają się nawet dni, kiedy nie budzę się owładnięty lękiem, o piątej rano w mokrej pościeli. Czego się boję? Chyba tego co wszyscy: kariera mi runie. Książka się nie uda. Wyrzucą mnie zewsząd. Zawiodę swoich najbliższych. Irracjonalność tych lęków nie odbiera im siły. Wręcz przeciwnie. Śpię w walącym się domu, w płonącym łóżku. Ale takich nocy jest naprawdę coraz mniej.

Pojawia się nowy lęk: czy dam radę tworzyć w nowych warunkach? Czy przespana, spokojna noc i pojawiający się po niej słoneczny poranek nie odbiorą mi tego szczególnego daru, tej magii, na której zbudowałem wszystko? Czy nie stanę się wypalonym czarodziejem? Przez całe swoje życie liczyłem się z tym i powtarzałem sobie, że w najgorszym wypadku po prostu przestanę pisać. Zajmę się czymś innym i już. Ale teraz jest chyba trochę za późno. Mam czterdzieści dwa lata i całe moje życie stoi na pisaniu.

Takie proste pytanie: jestem szczęśliwy. Czy mogę ciągle pisać? Czy książka zbudowana na szczęściu dalej będzie dobrą książką? O tym przekonamy się już wiosną.

Piszę te słowa w poniedziałek rano owinięty w przepocony szlafrok. Między północą a siódmą rano do mojej wjechały wszystkie diabły jakie znam i parę całkiem nowych. Czerwone plamy przesuwały mi się przed oczami, koniec wszystkiego był widoczny jak rany na dłoniach, a to co szczepce, skrzeczy i zawodzi dało taki koncert, że omal nie eksplodowała mi głowa. Mam do pisania opowiadanie, ciężki trening i jeszcze kawał tekstu na wczoraj.

 

Jak widać, moja literatura ciągle jest bezpieczna.