Tydzień z głowy (547)

Posted on 25 marca 2019

Tylna strona bohaterstwa

 pigm

Kiedy pytają mnie o smak sukcesu przypominają mi się pigmeje polujący na słonie. Polowanie to opisał Kazimierz Nowak w swojej przepięknej książce.

Wygląda to mniej więcej w ten sposób. Plemię pigmejów zasadza się na słonia, tymczasem najdzielniejszy i najbardziej poważany pigmej zachodzi słonia od tyłu, wiesza się u ogona i tnie nożem po nogach. Raniony w ten sposób słoń zrywa się do biegu. Leci, ciągle z tym bohaterskim pigmejem uczepionym u zadka. Pigmej jedną ręką trzyma za ogon, druga dłoń wciąż wywija nożem i ciacha słonia. Robi tak, aż przetnie wiązadła w nogach. Wówczas słoń zwala się na ziemię. Reszta pigmejów zabija zwierzę używając dzid. Dzidy są wykonane z drewna, właściwie to zaostrzone kijki. Tak myślę. Kupa roboty dla pigmejów i cholernie nieprzyjemne umieranie dla słonia.

Śmierć tak dużego zwierzęcia oznacza ucztę dla pigmejów. Przypuszczalnie nie są w stanie skonsumować całego słonia, więc wycinają ile mogą najlepszego mięsa. Przyrządzają je tak, jak u nich w zwyczaju. Z pewnością, kuchnia pigmejów zna wiele przepisów z wykorzystaniem słoniny. Więc, całe towarzystwo żre i pije co tam mają do wypicia. Pewno sfermentowane mleko. Tego akurat nie wiem, wiem za to, że królem wieczoru jest ów dzielny pigmej, który wisiał u ogona. Noszą go na rękach. Dostaje najlepsze kawałki. Która dziewczyna odmówi tak wielkiemu (hartem ducha) wojownikowi? Być może tak miła noc zatrze niedawne, raczej przykre wspomnienie.

Słoń, któremu przecięto wędzidła wypróżnia się gwałtownie, z bólu i szoku. Tymczasem nasz dzielny pigmej wciąż wisi u ogona. Jak wygląda zaraz po udanym polowaniu? To już zostawiam Waszej wyobraźni.

Uważam, że lepszej, bardziej prawdziwej opowieści o sukcesie nigdy nie napisano.