Tydzień z głowy (552)

Wspomnienie o Tetrisie

tetris Ściągnąłem sobie Tetrisa na komórkę i pograłem trochę. Właściwie nie wiem dlaczego to zrobiłem, bo nie gram na telefonie, ani nawet na komputerze. Nie mam też tabletu. No ale Tetris to wspaniała gra, trochę jak domino albo szachy. Pozostaje nieczuła na upływ czasu. Bawi tak samo teraz, jak i ćwierć wieku temu. Tylko ja czerpię mniejszą radość z jakiejkolwiek zabawy.

W Tetrisa grałem kiedy leżałem w szpitalu chory na mononukleozę. Miałem może dwadzieścia lat. Warto dodać, że ta cała okropna mononukleoza była jedyną chorobą na jaką zapadłem w dorosłym życiu. Od tego czasu nie trafiłem do szpitala, ani nawet nie byłem u lekarza, wyjąwszy dentystę.

No ale wtedy byłem całkiem poważnie chory, leżałem w szpitalu i nudziłem się jak na pasterce. Koleżanka pożyczyła mi Tetrisa. Była to zwyczajne pudełko z grą elektroniczną, takie szare, z ekranem i wbudowanymi przyciskami. Nikomu nie śniło się o żadnych komórkach. Miałem gorączkę, czopy ropne w gardle, nie mogłem skupić się nad książką i szpital przetrwałem głównie dzięki graniu w Tetris.

Wyzdrowiałem, wróciłem do domu i Teris poszedł w odstawkę. Natychmiast zainteresował się nim mój stary. Tatko był przeciwnikiem tak zwanych gier komputerowych. Po prostu ich nie rozumiał i zastanawiał się głośno nad dziwaczną ambicją osiągnięcia czegokolwiek na ekranie. Do pewnego momentu w życiu dość dobrze ogarniał nowinki techniczne, znał się na samochodach, magnetowidach i sam robił meble. Ale nigdy nie nauczył obsługiwać się komputera i dopóki żył, z okazji zmiany czasu przestawiałem mu zegarek w komórce. Myślę, że jakaś (niekoniecznie świadoma) część psychiki ojca zrozumiała, że świat gwałtownie przyspiesza i nie warto go gonić.

Ale chwycił tego Tetrisa i grał całymi godzinami. Siedział w czarnym fotelu, w swojej pracowni i klikał. Były dni, kiedy nie robił niczego innego. Cieszył się okropnie tą zabawką, a ja liczyłem, że przekonam go do innych gier, do czego oczywiście nie doszło. Pozostał wierny Tetrisowi przez długie tygodnie. Naprawdę dobrze mu szło. Aż raz zerknąłem mu przez ramię i zobaczyłem, że robi poważny błąd.

Pokazałem mu, że można obracać figurki i cieszył się grą jeszcze bardziej.