Tydzień z głowy (550)

Posted on 8 kwietnia 2019

Okruchy

 Wayne

Przypominają mi się różne rzeczy bez związku.

Myślę na przykład o gwieździe szeryfa. Ojciec przywiózł mi ją ze Stanów. Miałem może sześć lat. Gwiazda wyglądała dokładnie tak jak z westernu: srebrna, tłusta, blaszana. Problem w tym, że nie wiedziałem kim jest szeryf. Nie mieliśmy (chyba) w domu telewizora, a już na pewno nie widziałem żadnego westernu. Zapytałem ojca. Kim jest szeryf, tato? Odpowiedział, że to taki ktoś, kto pilnuje porządku. Wziąłem sobie do serca tę informację, wpiąłem gwiazdę w klapę i szukałem bałaganu. Wskazywałem na szklankę po herbacie, pozostawione narzędzia. Byłem zachwycony sobą, głupi, upierdliwy.

Wraca też krakowski Łobzów, rejony Nowego Kleparza i fortu, zapewne dlatego, że mieszkam tuż obok, zaś wcześniej, lata temu, w tym rejonie urzędowała moja babcia z ciotką. Mieszkały w budynku Herbewa. Przyszedł właściciel i wyrzucił obie panie. Babcia była już dobrze po osiemdziesiątce. No ale nieważne, nie chcę o niej pisać, po prostu łażę po dzielni, a dzielnia przychodzi do mnie, ta która już nie istnieje. Na kleparzu facet bez nóg handlował pirackimi taśmami video. Ponoć uciął mu je tramwaj. Wiem gdzie był sklep z zabawkami, gdzie stała sobie budka, w której kupiłem pierwszą kasetę AC/DC. Wokół fortów jeździłem na rowerze, przez długie godziny.

A skoro już przy rowerze, zdarzyło mi się coś takiego. Moja była dziewczyna przejeżdżała na rowerze przez przejście i wjechał w nią samochód. Nic się jej nie stało, tylko rower szlag trafił. Przyjechałem na miejsce, młody, głupi, dwudziestoparoletni. Autem kierowała kobieta i chcieliśmy od niej, od tej kobiety, jakąś kasę za zniszczony rower. Oczywiście, nie chciała płacić. W końcu przyjechała policja i policjant powiedział, skądinąd słusznie, że to wina mojej dziewczyny, bo przejechała przez przejście. Wówczas kobieta kierująca autem zagroziła sprawą w sądzie grodzkim. Musieliśmy jej zapłacić. Pamiętam jak idę do bankomatu po parę stówek dla tego kurwiszona. Tak było: wjechała w moją dziewczynę, rozpieprzyła rower i jeszcze wzięła szmal, w majestacie prawa. Wściekam się zawsze, gdy przypominam sobie tę historię, ale jestem też wdzięczny, że się zdarzyła. Wiem na jaką sprawiedliwość mogę w życiu liczyć.