tydzień z głowy (553)

Co się stało, kochany artysto?

 edwin

Odświeżyłem sobie „Co się zdarzyło Baby Jane?”. To jeden z moich ukochanych filmów i totalny horror, choć próżno wypatrywać w nim duchów, wampirów, seryjnych morderców. Opowiada o najróżniejszych odcieniach zła, o jego głębi zamieszkującej w człowieku. Zastanawiam się, czy którykolwiek twórca filmowy dotarł równie daleko co Robert Aldrich.

Zło w człowieku niewiele mnie obchodzi, za to człowiek interesuje bardzo. W „Co zdarzyło się Baby Jane?” znajduje się wątek poboczny, który wcześniej mi umknął. Otóż stara, obłąkana, sadystyczna Jane Hudson w pijanym widzie decyduje się na wskrzeszenie swojej estradowej kariery. Występowała jako dziecko, pięćdziesiąt lat temu. Daje ogłoszenie w gazecie, że szuka muzyka do współpracy.

No i zgłasza się gościu, gościowi jest Edwin, Edwin przychodzi do tej starej, pijanej i szalonej baby, bo rozpaczliwie potrzebuje forsy, no i nie chce siedzieć cały czas w domu z uciążliwą matką. Jane zapytuje go o parę rzeczy, sadza za pianinem i zaczyna śpiewać piosenkę, którą zasłynęła jako gwiazda dziecięca, w czasach pierwszej wojny światowej. Ludzie już w kosmos zdążyli polecieć, a ona tańczy i skrzeczy o liście, wysyłanym tatusiowi do nieba. Jest potworna. Przerażająca. Jej śpiew, taniec, wygląd ucieleśnia tragedię ludzkiego losu.

Jane odbija się w oczach Edwina. Edwin jest pozbawionym złudzeń, cynicznym, dobrze zapowiadającym się alkoholikiem o gasnących artystycznych ambicjach. Wie, że współpraca z Jane będzie całkowitą katastrofą, po prawdzie żadną współpracą nie będzie. Mowa o przygrywaniu starej alkoholiczce i staczaniu się z nią coraz głębiej, w loch samooszukiwania się, fałszywych nadziei oraz słusznego poczucia klęski. Będzie się z nią kłócił, pocieszał i błagał, żeby mu zapłaciła. Rozpiją się we dwoje do reszty. Wkurwi się na nią i rzuci tę robotę. Potem wróci, z litości i dla stu dolarów tygodniowo. Obudzi się o czwartej nad rano przeklinając swój los. Poogląda kolegów występujących w filharmoniach.

To wszystko wie gruby, bezradny Edwin gdy patrzy i słucha rozśpiewanej Baby Jane. Wie też, że weźmie tę robotę bo nie ma żadnej innej no i nie chce siedzieć w domu sam z matką.

Nie każdy Edwin jest artystą. Ale każdy artysta był Edwinem.